niedziela, 31 grudnia 2017

Top historie 2017

Ten rok na pewno przejdzie do historii nie tylko ze względu na wymarzoną Australię, ale również inne podróże: po Europie i Polsce. Mogę śmiało powiedzieć, że był bogaty w podróże i pewnie ciężko będzie w przyszłym roku go przebić. Niemniej jednak spróbuję;) A na razie zebrałam do kupy najlepsze oferty, wydarzenia, przygody minionego roku.

Najlepsze miejsce, które widziałam

Miejsc, które zapierają dech w piersiach było naprawdę bardzo dużo w tym roku. Australijscy Apostołowie, holenderskie kanały czy polski Płock to jedne z najlepszych tegorocznych miejsc. JEDNAK zdecydowanym leaderem jest Kata Tjuta, czyli zespół formacji skalnych na terenie Terytorium Północnego Australii, niedaleko popularnego Uluru. Miejsce, do którego jedzie się głównie ze względu na popularny monolit, "tak przy okazji".  My również wybraliśmy się tam zupełnie przypadkiem, chcąc zobaczyć z innej perspektywy wschód słońca. Będąc tak blisko skał, przy w miarę rozsądnej temperaturze  (tylko 30 stopni), nie mogliśmy sobie odmówić wycieczki wokół Kata Tjuta. Skały zapierają dech w piersiach! Otwarte usta i efekt "wow" towarzyszyły nam podczas całej 10km trasy.









Najbardziej stresujący moment w podróży

Mimo, iż podczas podróży staram się zazwyczaj nie stresować, uciec od pędu i kierować się popularnym w Australii "no worries", to niestety nie da się całkowicie wyeliminować stresujących sytuacji. Tutaj zapewne, ku zaskoczeniu wielu z Was, nie wymienię noclegu w siatce na głowie w obawie przed gigantycznymi karaluchami, ani nawet Ryanaira, który odwołał nam lot, ale szaleńczy pęd na autobus w Londynie podczas powrotu z Australii. Zawsze mając przed sobą lot staramy się zostawić sobie duży zapas czasu na dotarcie na lotnisko. Tak było i tym razem. Wstaliśmy bardzo wcześnie rano - koło godziny 4:00. Na spokojnie dotarlibyśmy do Victoria Station, skąd odjeżdżał nasz autobus na lotnisko, gdyby nie zamknięte ulice ze względu na obchodzony prze Londyńczyków Dzień Pamięci, o którym oczywiście nie wiedzieliśmy. Mimo, iż mieliśmy sprawdzone 3 alternatywne dojazdy, żaden z nich się nie sprawdził, bo nie działało ani metro, ani autobusy, ani nawet nie jeździły taksówki :(.  Zostało nam ostatnie 20 minut do odjazdu autobusu, a byliśmy oddaleni od Victorii o 18 minut (wg informacji od policjanta). To dawało nam jeszcze dwie minuty zapasu. Podjęliśmy decyzję, że ruszamy tam z buta, z ciężkimi plecakami na plecach. Całą drogę rozpaczliwie biegliśmy w kierunku Victorii. Punktualnie wpadliśmy na stację - zmęczeni, spoceni, prawie nieżywi- i w ostatniej chwili wskoczyliśmy do autobusu na Luton, który... okazał się niewłaściwym! Po odczekaniu dwóch kolejnych minut (pan kierowca nie za bardzo chciał nam powiedzieć, że jesteśmy w niewłaściwym autobusie) wypadliśmy z autobusu jak poparzeni i "w locie" udało nam się wskoczyć do właściwego. Do tej pory nie wiem jakim cudem zdążyliśmy. Całą drogę słuchaliśmy jednak narzekań kierowcy jacy jesteśmy nieodpowiedzialni. 



Najbardziej niebezpieczna sytuacja

Mieszkając wielokrotnie w hostelach nigdy nie spotkałam się z niebezpieczną sytuacją. Moja niezachwiana wiara w bezpieczeństwo hosteli zmieniła się w Sydney, gdzie mieliśmy spędzić dwie noce. Zarezerwowaliśmy całkiem niezły hostel - dobre warunki, czysto, fajna kafejka z darmowym śniadankiem. Nic nie wskazywało na to, że towarzystwo będzie nieodpowiednie. Niestety nasz spokój został zaburzony po przekroczeniu progu naszego wieloosobowego pokoju. Zaraz po otwarciu drzwi naszym oczom ukazały się tęgie postury czarnoskórych mężczyzn, zażywających substancje niewiadomego pochodzenia  i paradujących nago po pokoju. Sytuacja była o tyle dramatyczna, że ja byłam jedyną dziewczyną w pokoju, a Kam, z całym szacunkiem do jego siły i mięśni, w starciu z pięcioma osiłkami nie miał najmniejszych szans. Przed oczami miałam jeszcze ostatnie wydarzenia z Włoch, gdzie została zaatakowana para polskich turystów. Pierwszy raz w życiu nie wiedziałam co robić - czy się wykwaterować i spać na ulicy, czy jednak zaryzykować i spać w hostelu. Wspólnie z Kamem stwierdziliśmy, że nie ma innej rady - zostajemy. Całe szczęście okazało się, że w tym samym segmencie tuż za ścianą śpią jakieś kobiety. Ja, żeby nie prowokować współlokatorów przyniosłam się do tego pokoju obok, a Kamil został w pokoju męskim (nie zdecydował się na nocleg w mojej części). Całe szczęście panowie nie szukali przyjaciół na siłę i zostawili zarówno mnie jak i Kamila w spokoju. 

Najlepsza okazja podróżnicza

Okazji podróżniczych udało się wyłapać całkiem sporo. Jedna z nich to pomyłka booking.com i niemalże darmowy nocleg w bardzo dobrym hotelu w Amsterdamie (wart ładnych parę stówek). Inna, jeszcze lepsza to okazja Jestara na loty wewnętrzne po Australii i loty do Nowej Zelandii. Jadąc do Australii na pewno opłaca się zakupić członkostwo w klubie Jetstar i wyczekiwać promocji. Nam udało się w ten sposób zaoszczędzić parę tysięcy złotych na osobę (ok 3 tysięcy).


Z okazji zbliżającego się wielkimi krokami Nowego Roku, życzę i Wam, i sobie niezapomnianych podróży, mało stresujących sytuacji i dużo okazji :) Kto wie, może w przyszłym roku spotkamy się gdzieś na szlaku ;)

Najlepszego!


Jeżeli wpis okazał się przydatny, albo po prostu Ci się spodobał, nie wahaj się i zostaw like'a na FB/followuj na Insta/ skomentuj poniżej. Twoja reakcja na to co robię bardzo mnie ucieszy :) Dziękuję!

https://www.facebook.com/Korpopirania-blog-499040603590564/https://www.instagram.com/korpopirania_blog/

Share:

1 komentarz:

  1. Bieg w Londynie na autobus to zdecydowanie najgorsza rzecz jaką Nas wtedy spotkała:) do dziś jak sobie to przypominam to ciarki mnie przechodzą...

    OdpowiedzUsuń