sobota, 25 listopada 2017

82 symbole cnotliwych panien - Brigton Beach

Pogoda za oknem jest coraz gorsza. Zanim pojawi się na ulicach biały puszek jeszcze trochę się zejdzie (a w miejscach takich jak Warszawa pewnie nie będzie go wcale). Dlatego dzisiaj postanowiłam przybliżyć Wam Brighton Beach i historię 82 domków.


Brighton Beach to jedno z najbardziej charakterystycznych, najbardziej kolorowych i najfajniejszych miejsc w pobliżu Melbourne. Mogę się założyć, że udało się Wam kiedyś zobaczyć w książkach lub przewodnikach kolorowe domki na plaży. Znajdują się one właśnie na plaży Brighton. Oddalona o 11 km plaża posiada 82 kolorowe domki - Bathing Boxes, które służyły kiedyś kobietom... do przebierania :) Symbol wiktoriańskiej moralności i cnoty przybył do Australii z XIX wiecznej Anglii.




Po co budować aż tyle domków do przebierania? Nie można było postawić przebieralni lub po prostu przebrać się w domu? Otóż nie. Odpowiedzią są MORALNOŚĆ I CNOTA. Kiedyś czasy były zupełnie inne. Od kobiet wymagano skromności. Nie można było się narazić na łapczywe spojrzenia obcych mężczyzn. Obowiązywał również zupełnie inny plażowy dress code - kobiety nie paradowały po plaży w bikini, a kostiumy kąpielowe przypominały bardziej sukienki niż bieliznę. Właśnie tą moralność miały zapewnić Bathing Boxes.
Domki na plaży Brighton to i tak duży krok naprzód. Wcześniej kobiety wjeżdżały tymi domkami do morza. Tak, tak dobrze zrozumieliście. Do morza. Domki były ciągnięte przez konie i dopiero kiedy w pełni znalazły się w morzu, oddalone od ciekawskich spojrzeń mężczyzn, wolno było wyjść z domku i się wykąpać. A mężczyźni? Jak zwykle mieli łatwiej i nie musieli kombinować:P Beztrosko kąpali się na brzegu morza.

Źródło: http://www.messynessychic.com/2014/04/15/victorian-prudes-beachside-bathing-machines/

Źródło: http://recollections.biz/blog/19th-century-bathing-suits-hot-seaside-fun/
Obecnie domki są odnowione i służą lokalnym bogaczom. Można powiedzieć: "są jakby ekskluzywne". Co jakiś czas odbywa się sprzedaż, któregoś z domków. Koszt potrafi dojść do 260 000 AUD (ok 800 000 PLN). Niestety podczas naszego pobytu na Brighton Beach wszystkie były zamknięte, ale i tak warto było tam dotrzeć i popodziwiać je z zewnątrz.



Źródło: https://www.realestate.com.au/lifestyle/meet-the-owners-the-and-step-inside-brightons-bathing-boxes/
Jak dotrzeć na Brighton Beach?

Dotarcie na Brighton Beach wcale nie jest trudne Jeżeli posiadamy lokalną kartę Myki wystarczyć wsiąść w pociąg na Flinders Station w kierunku Sandringham i wysiąść na przystanku Brighton Beach. Opłata mieści się w dniówce użycia karty Myki.


Jeżeli wpis okazał się przydatny, albo po prostu Ci się spodobał, nie wahaj się i zostaw like'a na FB/followuj na Insta/ skomentuj poniżej. Twoja reakcja na to co robię bardzo mnie ucieszy :) Dziękuję!

https://www.facebook.com/Korpopirania-blog-499040603590564/https://www.instagram.com/korpopirania_blog/

Share:

czwartek, 16 listopada 2017

Cała prawda o Krainie Kangurów - czym zaskoczyła nas Australia?

Wróciliśmy! Mnóstwo widoków, pięknych miejsc i jeszcze więcej przemyśleń. Kolejne marzenie spełnione. Wyprawa do Australii zweryfikowała jednak wiele naszych założeń dotyczących tego kraju. Większości Australia kojarzy się z upałami, kangurami i pająkami. Ja również kojarzyłam Australię z tymi rzeczami. Jak jest naprawdę? Czego mogą się spodziewać osoby wybierające się do Au? Na początek parę słów prawdy i rzeczy, które nas zaskoczyły podczas tej miesięcznej podróży.
 
Marzenia się spełniają! Byłam w Australii!

PRAWDA NR1 - NIE JEST GORĄCO, przynajmniej nie w okresie wiosennym
Australia. Spakowana torba letnich rzeczy: topy, shorty, sukienki na ramiączkach... W Australii przecież jest gorąco! W końcu odpoczniemy od polskiej jesiennej pogody. Błąd! Mimo, iż pogoda w Australii jest lepsza niż w Polsce, to daleko jej od wilgotnego, gorącego klimatu chociażby Tajlandii. Dodatkowo pogoda w okresie wiosennym jest zmienna i kapryśna. Rano termometry mogą wskazywać 32 stopnie, nie oznacza to jednak, że po południu temperatura nie spadnie do 19 stopni, a słoneczne niebo nie zmieni się w burzowe chmury. Szczególnie zmienna pogoda towarzyszyła nam w Melbourne. Lokalsi mówią, że jednego dnia w Melbourne występują 4 pory roku. I to jest prawda! Rano wiatr, w południe słońce, wieczorem deszcz, by nocą znów bylo czyste niebo. Ubiór na cebulkę obowiązkowy!

Zimno?...
Nie martw się! Popołudniu może być już lepiej!
PRAWDA NR 2 - W AUSTRALII NIE MA PAJĄKÓW! No dobra, może są, ale nie spotyka się ich przy codziennych czynnościach.
Pamiętam swoje pierwsze wyjście z samolotu na lotnisku w Melbourne. Moja głowa chodziła non stop w lewo, w prawo, w górę, w dół. A wszystko to w poszukiwaniu... pająków! Wsiedliśmy do Ubera. To samo. Zwinęłam się w kłębuszek i modliłam się, żeby tylko nie wszedł na mnie pająk. Pająków jednak nigdzie nie widziałam. Prawda jest taka, że jeżeli nie wkłada się rąk w krzaki, nie chodzi po garażach, czy po dżungli to szanse na zobaczenie pająka są niewielkie.
Dlatego już po dwóch tygodniach zaczęliśmy rozpaczliwie szukać tych obrzydliwych stworzeń. Być w Australii i nie zobaczyć pająka?! No i w końcu się udało. Po całodniowej wyprawie wokół Uluru chciałam wystawić adidasy przed nasz domek. Już postawiłam je na ziemi pod scianą i wtedy go spostrzegłam! Był na ścianie, tuż nad moimi adidasami! Nie był duży, ale na pewno niespotykany w Polsce. Czy niebezpieczny? Nie wiem. Próbowałam go znaleźć w internecie. Niestety mi się nie udało.Pająk jak pająk. Nie zrobił na mnie dużego wrażenia. Chwyciłam buty, porządnie je wytrzepałam i wróciłam do domku.

Taki strój towarzyszył mi tylko podczas dwóch noclegów w Cairns. Nie, by się chronić przed pająkami, ale wielkimi karaluchami, bo współmieszkańcom nie chciało się zamykać drzwi.
PRAWDA NR 3 - JEST DROGO. BARDZO DROGO.

Jeżeli byliście kiedyś w krajach skandynawskich, to tutaj, w Australii jest jeszcze drożej. Musieliśmy z Kamilem bardzo się nagimnastykować, żeby znaleźć tanie miejsca na jedzonko. Ale da się! Jeżeli nie nastawiasz się na "jedzenie na wypasie" to dasz radę przeżyć miesiąc w Australii.
My z Kamilem śniadania przygotowywaliśmy sobie sami. Prawie każde mieszkanie z Airbnb miało toster i kuchnię, w której powstawały smaczniusie tosty z masłem orzechowym. Dlaczego masło orzechowe? Było najtańsze - kosztowało około 10 zł. Gorzej było z obiadami. Nie podróżowaliśmy kamperem, nie mogliśmy podjechać na znajdujące się poza centrum miasta miejsca grillowe, by ugrillować sobie coś samemu. Szkoda nam też było czasu na powrót do mieszkania. Musieliśmy więc szukać czegoś na mieście. Dania w knajpkach to koszt 60 złotych w najtańszych miejscach. Dlatego nie lada gratką była dla nas sieć pizzerii Domino's, gdzie pizza kosztowała 5 dolarów (15 złotych) lub sushi, które też w Australii jest stosunkowo tanie. Dodatkowo przed odwiedzeniem danego miasta, szukaliśmy w Google miejsc pod hasłem:  "tanie miejsca w ...". Dzięki temu udało się nam znaleźć fajną knajpkę np. Lucky Coq'a w Melbourne, który oferował dania za 4 i 8 $! Takie miejsca to rzadkość, ale da się! :)

Hamburgery i frytki? To dla nas codzienność...
PRAWDA NR 4 - PRZYRODA AUSTRALII PODOBAŁA MI SIĘ BARDZIEJ NIŻ NOWEJ ZELANDII.
Każdy, z kim rozmawiałam przed wyjazdem do Australii zachwalał przyrodę Nowej Zelandii, twierdząc, że Australia jest piękna, ale Nowa Zelandia bije ją na głowę. Ja się z tym zupełnie nie mogę zgodzić! Dlaczego? O tym będzie zupełnie inny post;)




Mogłabym tak pisać i pisać o miejscach i rzeczach, które zaskoczyły nas w Australii. Będę jednak dawkować wiedzę, żeby Was nie zanudzić przydługimi wpisami. Może, ktoś z Was był w Australii i ma podobne czy inne odczucia? A może ktoś dołoży coś do tej listy? Dajcie znać w komentarzach ;)

Piąteczka!

Jeżeli wpis okazał się przydatny, albo po prostu Ci się spodobał, nie wahaj się i zostaw like'a na FB/followuj na Insta/ skomentuj poniżej. Twoja reakcja na to co robię bardzo mnie ucieszy :) Dziękuję!

https://www.facebook.com/Korpopirania-blog-499040603590564/https://www.instagram.com/korpopirania_blog/

Share: