wtorek, 23 maja 2017

Nie muszę być perfekcyjna... o zgubnym dążeniu do ideału.

Jak wielu z Was wie, zresztą nie trudno domyślić się po nazwie bloga, pracuję w korpo. Na co dzień staram się być perfekcyjna w tym co robię: dokładnie wszystko analizuję czy podliczam koszty, żeby nie popełnić jakiegoś olbrzymiego błędu, który będzie kosztował moją firmę majątek. Bycie perfekcyjnym jest nam wpajane od małego (dobre oceny w szkole, zaliczenia na studiach), ale także my sami będąc najsurowszymi komentatorami naszych działań wymagamy od siebie więcej i więcej. I tak nasze życie staje się pełne perfekcjonizmu, ale też stresu, niezadowolenia i patrzenia bardziej na pustą połowę szklanki, bardziej niż na pełną.


Ostatnie wydarzenia związane z przygotowaniami do Australii zmusiły mnie do spojrzenia na swoje życie z boku. Wtedy też zobaczyłam, że rzecz, która miała mi sprawiać tyle radości, długo wyczekiwane marzenie, stało się moim zmartwieniem.

A słowem klucz stało się właśnie słowo NAJ.

Najpierw zdecydowałam się na kupno biletów, które wydawały mi się NAJtańsze. Jakie było moje rozczarowanie kiedy tydzień później Qatar rzucił jeszcze tańsze bilety i to NAJkrótszą trasą. A ja? Zamiast taniej linii i szybkiej podróży, do kupienia mam jeszcze loty z Wawy do Londynu. Siedzę sprawdzam podliczam... Ufff moja linia gwarantuje darmowa wizę, dojazd, posiłki i nocleg w Chinach na przesiadce. Całe szczęście Qatar coś pominął i jest gorszy.



Lecimy dalej

Błąd! Błąd w liniach lotniczych! Udaje nam się kupić bilety o 300 złotych tańsze na głowę na loty wewnętrzne, ale co to? Kolejny błąd! Mogę obniżyć o kolejne 1200 na głowę. Tylko... Jestem w pracy.. nie mam jak kupić... I zamiast cieszyć się z okazji, którą udało mi się wyrwać przeżywam że nie wyrwałam jeszcze więcej. Człowiek jest jednak głupi...


A na wyjeździe? 

Szybko, bo nie zdążymy na samolot, szybko bo nie zdążymy wszystkiego zobaczyć. No bo co jeśli ktoś ze znajomych się nas zapyta o miejsce, którego nie zdążyliśmy zobaczyć? Nie będziemy NAJ! I tak trudno się zrelaksować, wyciszyć, wylączyć i później z nowymi siłami wrócić.

I nie daj Bóg jak zadzwonią z pracy... Bo wtedy już na pewno okaże się, że zawaliłam, że coś zrobiłam źle. Chociaż w sumie jak nie dzwonią to też się pomartwię, bo na pewno czegoś nie zamknęłam!

Oszaleć można z tą perfekcyjnością! Okazuje się że lepiej wcale nie wyjeżdżać..

Takie czasy, że trzeba być NAJ, bo inaczej inni nas przescigną i ucierpi naszą ambicja...
Ja nad sobą staram się pracować, ale zdaje mi się, że nadal więcej we mnie biurowej Korpo niż wakacyjnej Piranii.

I mam tylko nadzieję, że będą jeszcze te tanie bilety po Australii, żebym mogła Wam jednak powiedzieć że jestem NAJ. 

Albo nie. Nic nie powiem! Raz nie muszę być;)


Jeżeli wpis okazał się przydatny, albo po prostu Ci się spodobał, nie wahaj się i zostaw like'a na FB/followuj na Insta/ skomentuj poniżej. Twoja reakcja na to co robię bardzo mnie ucieszy :) Dziękuję!

https://www.facebook.com/Korpopirania-blog-499040603590564/https://www.instagram.com/korpopirania_blog/

Share:

poniedziałek, 15 maja 2017

Asia Psycholka - godzina w Katowicach - czy one naprawdę są brzydkie?

"Asia, Ty psycholko!" zawołała Justyna, kiedy wróciłam z krótkiego spaceru po mieście, po wielogodzinnym dniu pracy wcześniejszego dnia i 2 godzinach snu w nocy. Tak, jeżeli chodzi o podróże i zwiedzanie, potrafię być psycholką.
O Katowicach słyszałam wiele, niestety wiele złego: że są szare i depresyjne. Musiałam się więc przekonać ile prawdy jest w stwierdzeniu, że są one po prostu brzydkie. Psycholka Asia nie musiała jednak długo namawiać Justyny, która za chwilę stała się Psycholką Justyną i poszła ze mną zwiedzać:)


Przed nami był kolejny dzień pracy. Na zwiedzanie nie miałyśmy dużo czasu - zaledwie 40 minut. Zdecydowałyśmy się zatem  na zwiedzanie centrum.
Jak można poznać miasto w 40 minut? No nie można... jedynie "liznęłyśmy" centrum Katowic. Oto kilka subiektywnych opinii po dosłownie szczypcie spędzonego tam czasu:

1) Katowicki Rynek - fajny plac z niewykorzystanym potencjałem
Czy Katowice mają rynek? Oczywiście, że tak! Poznamy go po dużym placu i Teatrze Śląskim im. Wyspiańskiego, stojącym na samym środku. Sam plac ma w sobie duży potencjał - idealnie pasowałyby tutaj klimatyczne kafejki i trochę zieleni. Niestety na obecną chwilę znajdziemy tam tylko kilka kwiaciarni. Mimo to, przy wychodzącym zza chmur słońcu, plac i górujący nad nim Teatr  prezentowały się się całkiem przyzwoicie.


2) Katowice nie są pozbawionych uroczych kamieniczek.
Kojarzyłam Katowice z szarymi blokami, a tutaj niespodzianka! W pobliżu rynku znajdziemy kilka urokliwych kamieniczek. Na dole większości kamienic znajdują się sklepy lub odbywają się remonty. Ale zdjęcie zawsze można zrobić bez takowych w tle;)


3) Brak lodów :(
Rynek, centrum... i na myśl przychodzi jedno- lody! No bo jak zwiedzać nowe miejsca w słoneczny dzień, kiedy nie ma lodów? Taki zawód! W całym centrum nie znalazłyśmy ani jednego miejsca z lodami! No nie licząc Żabki. Widać, że władze i lokalni właściciele nie pomyśleli o turystach z dziećmi czy chociażby swoich własnych rodzinach, których łatwo by było zachęcić do odwiedzenia rynku właśnie przez taką prostą rzecz jak lody. Ile razy słyszeliśmy przecież od rodziców "chodź na spacer, kupię Ci lody"? :P Może, w okresie letnim miasto zadba o ten jakże ważny, wręcz obowiązkowy, punkt wypraw, nie tylko Korpopiranii.

4) Szarość ma swój urok

Katowice udowadniają, że szare, ciężkie budowle mogą mieć swój urok. Znalazłam parę ulic i kościołów wartych sfotografowania. Szare nie musi być nudne!;)




Podsumowując: chociaż samo centrum nie należy do najpiękniejszych jakie widziałam w życiu i choć prywatnie nie pojechałabym tam na weekend wypocząć, to jednak przejeżdżając w pobliżu Katowic, na pewno warto się zatrzymać i tutaj zajrzeć. Pamiętajcie oczywiście, żeby wyposażyć się w lodówkę z lodami;)

Jeżeli macie inne opinie o Katowicach, podzielcie się nimi w komentarzach ;)

Jeżeli wpis okazał się przydatny, albo po prostu Ci się spodobał, nie wahaj się i zostaw like'a na FB/followuj na Insta/ skomentuj poniżej. Twoja reakcja na to co robię bardzo mnie ucieszy :) Dziękuję!

https://www.facebook.com/Korpopirania-blog-499040603590564/https://www.instagram.com/korpopirania_blog/

Share:

piątek, 5 maja 2017

Jak tanio zachwycić się Barceloną - obniżamy koszty 4 dniowego wyjazdu

Jest cudowna, niesamowita, jedyna w swoim rodzaju! Każdy, kto przynajmniej raz był w Barcelonie, na pewno zgodzi się z tym stwierdzeniem. W wielu przewodnikach znajdziecie przydatne informacje o niezwykłych miejscach i zabytkach, które należy zobaczyć w Barcelonie. Ja postanowiłam nie powielać tego, co możecie znaleźć w innych źródłach, ale napisać jak ugryźć Barcelonę, żeby było tanio, albo przynajmniej taniej.



HOSTEL, a może HOTEL?

Wszyscy, którzy szukają noclegu w Barcelonie, wiedzą jedno - jest drogo. Nawet, jeżeli jesteś osobą otwartą na nowe znajomości i nieobawiającą się o własne bagaże, trudno Ci będzie znaleźć hostel poniżej 70zł (booking.com na dzień 5.5.2017, pokój 10 osobowy). Znalezienie taniego noclegu w tym pięknym katalońskim mieście jest jednak możliwe. Do tej pory nie polecałam wyjazdów z "biur podróży". Jednak w przypadku Barcelony dobrym rozwiązaniem może okazać się wizztours.com, czyli oferta Wizzair'a łącząca loty, nocleg i ubezpieczenie podróży. Jeśli dobrze poszukamy możemy znaleźć ciekawą ofertę i spać w dwuosobowym hotelu, a nie 10 osobowym hostelu. My znalazłyśmy fajną ofertę z Warszawy za 550 PLN na przedłużony weekend (4 dni - 3 noce). Czasami same loty do Barcelony to koszt rzędu 500 złotych, także ta opcja naprawdę się opłaca. Nasz hotel nie znajdował się w centrum Barcelony, ale bez problemu docierałyśmy do Barcelony pociągiem w 20 minut.




JEDZENIE - pysznie, ale drogo

Nie od dziś wiadomo, że Barcelona jest rajem dla wielbicieli owoców morza. Nasz portfel jakoś przetrzyma jeden czy dwa posiłki w restauracji, jednak nasze fundusze na pewno się uszczuplą przy większej ilości wizyt. Co zrobić, gdy mamy ograniczony budżet, a nie chcemy chodzić z burczącym brzuchem? Idealnym rozwiązaniem są miejsca typu ALL YOU CAN IT. W Barcelonie jest ich naprawdę sporo. Najtańszym miejscem, jakie udało mi się namierzyć było FrescCo (w linku znajdziecie lokalizacje restauracji w Barcelonie).  Każdego dnia mogłam się stołować za 10 euro i jeść ile dusza zapragnie. A znaleźć można wszystko - od fast foodów typu pizze, przez tradycyjne paelle, po lody i kawę na deser. Wszystko to w cenie 10 euro! Smacznego ;)

Jedzenie w restauracjach jest drogie i ubogie

Już przy deserze:)
All you can eat poniżej 10 Euro, do tego Sangria za 1,5 Euro

Całkiem niezły sposób na TRANSPORT

Barcelona jest miastem "do chodzenia". Przyzwyczajeni do zwiedzania nie powinni mieć problemu, żeby przemierzyć Barcelonę na piechotę. Co więcej, polecam ten sposób zwiedzania, bo natknąć się możemy na naprawdę interesujące uliczki lub kafejki, które na pewno przeoczylibyśmy jadąc metrem. Dla tych jednak, którzy preferują dojazd, mam również dobrą wiadomość. Podróżowanie transportem publicznym nie zabije naszych kieszeni o ile wybierzemy kartę T-10, czyli kartę na 10 przejazdów. Podróżujemy kiedy chcemy i gdzie chcemy w obrębie 1 strefy. Za T-10 zapłacimy 10 euro, a karta, jeśli dobrze zaplanujemy zwiedzanie, może starczyć na cały wyjazd.

UWAGA! Jeżeli podróżujecie na lotnisko EL PRAT to trzeba wykupić specjalny przejazd na lotnisko. Nie ważne, że bramki przepuszczą Was na karcie T-10, a pociąg zatrzyma się właśnie na docelowej stacji. Przy wyjściu na lotnisko znajdują się jeszcze jedne bramki, pilnowane przez strażników, jeżeli wcześniej nie zainwestowaliście w specjalny bilet lub po prostu nie wiedzieliście, że zwykły bilet nie uprawnia Was do wejścia na lotnisko, to musicie zapłacić podwójnie, kupując bilet przy strażnikach. Ja niestety musiałam zapłacić podwójnie. Na nic zdały się moje błagania i tłumaczenia, że mam ważny bilet. Nie chcieli mnie przepuścić, co więcej wezwali dodatkową ochronę... Ah ta Hiszpania.. (w którym kraju sprzedają bilety na lotnisko, które nie obowiązują na lotnisku...? tylko w Hiszpanii...). Także uczcie się na moich błędach ;)



Barcelona to cudowne miasto, ale drogie. Można jednak pokombinować, żeby obniżyć koszty wyjazdu. Mi, stosując powyższe porady udało się zamknąć w granicach  800 zł ze wszystkim na 4 dni. Jak na Barcelonę, to i tak nieźle. Mam nadzieję, że wpis pomoże i Wam ograniczyć wydany hajsik podczas Waszych podróży :)



Jeżeli wpis okazał się przydatny, albo po prostu Ci się spodobał, nie wahaj się i zostaw like'a na FB/followuj na Insta/ skomentuj poniżej. Twoja reakcja na to co robię bardzo mnie ucieszy :) Dziękuję!

https://www.facebook.com/Korpopirania-blog-499040603590564/https://www.instagram.com/korpopirania_blog/

Share: