piątek, 23 grudnia 2016

TOP wkurzających sytuacji podczas podróży - nerwy nie tylko od święta ;)

Gorączka w sklepach, przypalona kapusta, ciocie, wujkowie i te pytania: Kiedy wyjdziesz za mąż? Kiedy dziecko? A czy masz chłopaka? Wszyscy to znamy... Święta nie zawsze są czasem relaksu i spokoju. Czasami myślisz, że nie może być już gorzej. Nieprawda - może :)! Postanowiłam poprawić humor tym z Was, którzy są troszkę poddenerwowani zbliżającymi się Świętami i napisać o TOP NAJGORSZYCH SYTUACJACH, które mogą się zdarzyć podczas podróży (a przynajmniej zdarzyły się mi).



1) Bilet, który nie dowiezie Cię na miejsce
Hiszpania. Wydajesz ostatnie pieniądze na bilet powrotny na lotnisko. No dobra prawie ostatnie, bo wiadomo, że winko w strefie bezcłowej musi być :P Bramka przepuszcza Cię i jedziesz do celu nic nie podejrzewając. Wychodzisz z metra, dochodzisz do bramki, a tu bramka nie chce Cię przepuścić. Sprawdzasz bilet - nie no wszystko dobrze - stacja startowa i stacja docelowa są wypisane na bilecie. Zbiega się ochrona. Okazuje się, że literki napisane w obcym języku oznaczają - NIE DOTYCZY LOTNISKA. Cóż za bezsens! To po co sprzedawać bilet z właściwą stacją startową i docelową skoro bilet i tak nie jest ważny?! Cóż zrobić? Grzecznie oznajmiam ochroniarzom, że nie wiedziałam. Mniej grzecznie oznajmiam, że nie mam więcej pieniędzy. Zaczynam krzyczeć. Zaczynam płakać. Dzwonię po managera. Skarżę na bezdusznych ochroniarzy. Nic nie pomaga. Zostaje mi wyjąć ostatnie pieniądze i wydać ponownie na bilet, który przepuści mnie przez bramkę. No i nici z pysznego hiszpańskiego winka...:(


 2) Policja, która nie chce Ci pomóc, a wręcz wystawia Twoje życie na niebezpieczeństwo
A co gdybyś znalazł się w środku nocy na bezludnym pustkowiu, wokół otoczony polami i nie miał jak wrócić do domu? Ja się znalazłam pewnej nocy w Stanach... Kiedy z daleka zobaczyłam nadjeżdżający samochód od razu ruszyłam pędem w stronę ulicy, stając na środku, żeby nie mógł odjechać. Okazało się, że była to policja! Uradowana wytłumaczyłam sytuację i niemalże na kolanach błagałam ich o podwiezienie. Co zrobili panowie policjanci? Poprosili o odsunięcie się parę kroków, po czym odjechali, zostawiając mnie samą... Całe szczęście za parę minut nadjechała dobra kobieta i zabrała mnie do domu.

Oby takich policjantów jak Ci ze zdjęcia było jak najwięcej! A tych z historii jak najmniej...
3) Obcy język - trudny język.. nawet migowy
Myślicie, że znając angielski świat stoi przed Wami otworem? Nic bardziej mylnego! Przynajmniej nie w Maroko. "Najwyżej dogadam się na migi". To też nie działa. 
Pewnego razu chcemy wrócić ze zwiedzania innego miasta do Rabatu. Mamy do przejechania jakieś 40 km. Łapiemy taksówkę. "Oby tylko nie była za droga", myślimy. Zaczynam negocjacje z taksówkarzem. Wyciągam przed siebie dwie ręce i pokazuje na palcach 10 dirhamów. Ku mojemu zdziwieniu zgadza się od razu na taką stawkę. Wsiadamy uradowani, że w końcu jakiś uczciwy człowiek znalazł się na naszej drodze. Schody jednak rozpoczynają się przy płaceniu. Okazało się, że nasze dziesięć palców nie znaczyło dla naszego taksówkarza 10 tylko 100 dirhamów! Zabarykadował drzwi i nie chciał nas wypuścić. Co więcej byliśmy w dosyć niebezpiecznej dzielnicy, gdzie lokalsi z uwagą przyglądali się nam oraz gwałtownym ruchom naszego taksówkarza, w każdej chwili gotowi mu pomóc. W końcu płacimy i uciekamy. Szybko przeliczamy zapłaconą kwotę... 100 dirhamów... 4 obiady... czyli 33 złote na 4 osoby! Może w sumie nie zrobiliśmy aż tak złego dealu? ;)
Znalezione obrazy dla zapytania ten on hands


Podobało się? Dla mnie teraz jest to już śmieszne. W tamtych chwilach nie było mi jednak do śmiechu. Na koniec wypada mi życzyć wesołych, ale bezkonfliktowych Świąt pozbawionych stresu.



Jeżeli wpis okazał się przydatny, albo po prostu Ci się spodobał, nie wahaj się i zostaw like'a na FB/followuj na Insta/ skomentuj poniżej. Twoja reakcja na to co robię bardzo mnie ucieszy :) Dziękuję!

https://www.facebook.com/Korpopirania-blog-499040603590564/https://www.instagram.com/korpopirania_blog/

Share:

niedziela, 11 grudnia 2016

Ile hajsu wydałam w Las Vegas i jak udało się nam wykiwać ochronę w Ceasars Palace - dwa oblicza świątyni hazardu

Szaleństwo, hazard, zaniki pamięci, świetna zabawa... z tym zazwyczaj kojarzy się jedno z najbardziej imprezowych miast - Las Vegas. Jakie jest naprawdę? Jak Las Vegas wygląda za dnia?  Czy warto tam jechać i czy stać na to zwykłego wyjadacza chleba? Udałam się do Las Vegas, by sprawdzić to specjalnie dla Was :P

Pierwsza dobra wiadomość - jest tam naprawdę tanio! Jeżeli znajdziemy się już po zachodniej stronie Stanów, wycieczka do Las Vegas to grosze. Hotele z basenem, dwuosobowe pokoje z telewizorem kosztują tam 20 - 30 zł. Kasyna są dla każdego - i dla tych mających mnóstwo baksów, jak i tych dysponujących tylko centusiami. Wszystko, by wydrzeć z turystów ich ostatni pieniądz, be zwzględu na wartość. Jeżeli więc zostało Ci parę dolków to na Las Vegas na pewno będzie Cię stać!

ZA DNIA widać wszystko...
...niestety przede wszystkim kicz. Do Las Vegas docieramy za dnia, z zimnego San Francisco. Już po wyjściu z samolotu wiemy, że zrobiliśmy błąd naszego życia nie zabierając ciuchów na przebranie, a w hostelu nie możemy się zameldować do godzin popołudniowych. Kisimy się zatem w ciuchach "na długi rękaw". Idziemy jedną, prostą ulicą przenosząc się z kraju do kraju - Polski niestety nie znaleźliśmy. Szybko jesteśmy zmęczeni pogodą, dusznością, a może i znudzeni otaczającymi nas tandetami i całym zatłoczonym miejscem. Uśmiechamy się jeszcze parę razu do aparatu, żeby pokazać rodzinie i znajomym jak to super jest w Las Vegas i wracamy do hotelu.

Sfinks...?
Harley...?
.. a może Ekskalibur? Tutaj znajdziecie wszystko!

Niestety za dnia widać jakie to wszystko jest brzydkie...
i tandetne..

Więc i uśmiech na zdjęciach taki jakiś sztuczny:P

Historia niczym z filmu zaczyna się dopiero NOCĄ
Małpy, tatuaże, obce dzieci? Myślicie, że taki scenariusz został wymyślony tylko na potrzeby filmu? To powiem tak: w Las Vegas wszystkie te rzeczy mogą się zdarzyć! Nasza noc w Las Vegas nie obfitowała co prawda w wyżej wymienione atrakcje, ale również była... ciekawa i nawet nie spodziewaliśmy się jacy odważni jesteśmy :) Ale od początku.

Nocą miasto wygląda jakby inaczej. Wszystkie światła zakrywają to co brzydkie i tandetne, a na ulicach jest tak bezpiecznie, że bez strachu możesz poimprezować całą noc. Jak to określił taksówkarz " Las Vegas nocą to najbezpieczniejsze miasto świata".
Nocą wszystko wygląda inaczej

Dla turystów organizowane są specjalne pokazy
 

Spokojnie, spokojnie brat nad wszystkim czuwał :)! Dzięki Robs!
W Las Vegas Jest wiele możliwości na zabawę i wydanie pieniędzy. W tych mniej popularnych kasynach możliwość wygrania jest, jak ja to określam, 50/50, czyli tyle ile wydałam, tyle zarobiłam. I na tym poprzestałam, bo wystraszyłam się przyjemności jaką zaczęła dawać mi ta piekielna rozrywka :P W najbardziej prestiżowym i znanym kasynie Ceasars Palace szanse na wygranie np. w jednorękiego bandytę oceniam na 0. Mimo iż podjęłam wiele prób, nie wygrałam nic. Nie zrażając się jednak niepowodzeniem w grach, postanowiliśmy zostać w Ceasars Palace. I tu zaczyna się historia, bo dzięki temu, że %%% nas niosły, udało się na nam wejść na "niedozwolone dla biednych śmiertelników tereny Ceasars Palace czyli hotel i część bankietową. Kierując się moją ulubioną zasadą podczas podróżowania "na przypale, albo wcale" bez problemu wykiwaliśmy ochronę, uciekając, a następnie ukrywając się to za jednym rogiem, to za drugim, bez skrępowania zwiedzając to co niewidoczne dla innych. I po co płacić setki tysięcy dolarów, żeby dostać się do hotelu? :) Udało się nam nawet zajrzeć na burżujską imprezę zamkniętą - dla nas otwartą - i napić się darmowego luksusowego szampana:P
Ceasars Palace - no to wchodzimy!
Zaczęło się od gier...

... a skończyło się na przejęciu władzy w hotelu! ;)

Korytarze... "nie dla wszystkich"

 
Udało się nam zajrzeć na basen...
...pokoje...
... a także na imprezę zamkniętą
Spokojnie! Oznaczyłyśmy Polskę jako obecną na VIP PARTY.
Muszę przyznać, że była to naprawdę szalona noc. Mimo to, do Las Vegas więcej już bym nie wróciła... Czy Wam polecam? Jak ja to mówię, każdy musi przekonać się sam, bo to co nie podoba się mi, mogłoby zachwycić niejednego z Was. Ale planując mój panieński.. możecie odpuścić Las Vegas :P


Jeżeli wpis okazał się przydatny, albo po prostu Ci się spodobał, nie wahaj się i zostaw like'a na FB/followuj na Insta/ skomentuj poniżej. Twoja reakcja na to co robię bardzo mnie ucieszy :) Dziękuję!

https://www.facebook.com/Korpopirania-blog-499040603590564/https://www.instagram.com/korpopirania_blog/

Share: