wtorek, 3 maja 2016

Zamiast Sopotu - Tajlandia! Gdzie jechać, co zobaczyć, ile forsy w to zainwestować.

I już po. Tyle przygotowań, czytania blogów, sprawdzania informacji, szukania rezerwacji... i już nasza pierwsza azjatycka przygoda się skończyła. Pobyt w Tajlandii zweryfikował opinie i rady z którymi spotkaliśmy się przed wyjazdem i jestem gotowa na własną relację, i własne wymądrzanie się, a raczej dawanie rad :) Bo jak się chce, to tak naprawdę można zorganizować wakacje niewiele droższe od naszego polskiego Sopotu.


Kiedy:  kwiecień 2016 (poza sezonem)
Liczba dni: 17
Koszt: 3 800 PLN na osobę (wliczając loty międzynarodowe - tutaj poszło najwięcej 1900 PLN, loty wewnętrzne, zakwaterowanie, transfery, wyżywienie, pamiątki, wymianę itp. czyli wszystko w cenie:)
Odwiedzone miejsca: Bangkok, Phuket, Phi Phi Islands, Phang Nga, Chiang Mai
 

Od listopada do lutego w Tajlandii trwa sezon turystyczny - jest wtedy pora sucha, a jednocześnie temperatury nie są zabójczo wysokie. Od maja do października trwa pora deszczowa, mało turystów, ale jak można się domyślać - mniej wakacyjna pogoda. My, ze względu na tanie loty wybraliśmy coś pośrodku - kwiecień - pora bezdeszczowa, ale strasznie gorąca. Mimo, iż upały były momentami naprawdę nieznośne, to jesteśmy zadowoleni, że właśnie w kwietniu odwiedziliśmy Tajlandię. Mało turystów, niższe ceny, no i słonko non-stop... czy może być coś lepszego? :)

Przygotowania

Przed wyjazdem długo zastanawialiśmy się czy się szczepić. Zdecydowaliśmy się odpuścić. Tydzień przed wyjazdem, jak i w trakcie całego wyjazdu braliśmy osłonówki, takie same jak bierze się podczas kuracji antybiotykowej. Nic się nam nie stało. Nie mieliśmy nawet problemów z żołądkiem, także jest ok. Decyzję o przyjęciu szczepionki lub jej braku każdy musi jednak podjąć indywidualnie.

Wesoła ekipka w Tajlandii
Kolejnym zmartwieniem była waluta. Co wziąć do Tajlandii skoro w Polsce tak mało batów? Do Tajlandii można wziąć dolary albo euro i wymienić na miejscu. Doczytaliśmy jednak, że niektóre dolary (starsze) są odrzucane w tamtejszych kantorach. Zdecydowaliśmy się zatem na euro - z nimi nie ma problemu. Należy też pamiętać, że w Tajlandii pieniądze to rzecz święta i nie mogą być przerwane lub w żaden inny sposób zniszczone. Inaczej nie przyjmą ich w żadnym kantorze. Taki stosunek do pieniądza wywodzi się z szacunku do ich rodzimej waluty, na której znajduje się wizerunek króla, któremu należy oddawać najwyższą cześć.

Jak zaplanować podróż?

Plan podróży każdy układa według własnych preferencji. My chcieliśmy trochę pozwiedzać, trochę odpocząć i poplażować, trochę poznać kultury azjatyckiej.

Zaczęliśmy od Bangkoku. Przed wyjazdem naczytaliśmy się sporo negatywnych opinii na temat tego miasta - brudno, tłok, nie ma co zwiedzać. Ja z ręką na sercu mogę powiedzieć, że uwielbiam to miasto i jak nigdy nie wracam podczas swoich podróży do tego samego miejsca, myślę, że tam jeszcze kiedyś wrócę. Oprócz głównych atrakcji Bangkoku jak świątynie czy Pałac, warto powałęsać się po prostu po ulicach tego miasta, bez mapy iść na oślep, a na pewno pojawi się coś co zapiera dech w piersiach. Warto podkreślić też fakt, że sieć komunikacyjna w Bangkoku jest naprawdę świetnie rozbudowana. Do wyboru mamy tanie taxy (wstępna opłata 35 bht, później jakieś grosze za km),  tuk tuki (10 bht, ale z obwózka po wszystkich handlarzach), BTS kolej nadziemną (szybka), MRT metro, taxi wodne (tanio, przyjemnie) autobusy, pociągi. Co najlepsze wszystko jest niesamowicie tanie!
Widok z Wat Saket Bangkok

Sathorn Bangkok
Kolejną naszą destynacją był Patong na wyspie Phuket. Tutaj również naczytaliśmy się sporo negatywnych informacji- głośno, sexturystyka, brudno i drogo. Z tych wszystkich zarzutów, tak naprawdę sprawdził się tylko ten ostatni - na Phuket na pewno jest drożej. My mieszkaliśmy po północnej stronie plaży, w Patong. Plaża piękna - czysta woda, mało ludzi (byliśmy w kwietniu więc może ze względu na brak sezonu), a sexturystyka pozostała daleko na Bangla Road i była atrakcją tylko dla chętnych.

Patong Beach

Patong Beach
Ostatnim punktem naszej wyprawy było Chiang Mai. Tutaj również mam odmienne zdanie niż większość blogów. Wszyscy byli zachwyceni tym miastem, jego wszechobecnymi świątyniami buddyjskimi i unoszącym się "mnichowym" klimatem. Mi to miasteczko nie przypadło aż tak do gustu. Wcale nie było tak spokojne jak się spodziewałam, wszędzie tłok, korki i okropna duchota. Świątynie rzeczywiście ładne, ale podczas całego pobytu w Tajlandii, przywykłam do nich i te w Chiang Mai nie zrobiły na mnie aż tak wielkiego wrażenia. Miasto ok, ale jak to się mówi... nie urywa.

Chiang Mai
Co jeść?
Jedzenie w Tajlandii to przede wszystkim jedzenie uliczne. Nie wyobrażam sobie stołowania się w restauracjach (pierwszy posiłek zjedliśmy właśnie w restauracji i nawet w części nie było tak dobre jak te uliczne). Ryż i makarony w różnej postaci, rolls'y, owoce morza, kurczaki na patyku, naleśniki  z owocami. Wszystko to znajdziecie jedynie na ulicy. I to czasami za dwa, trzy złote (widział ktoś tak tanie obiady w polskich wakacyjnych kurortach?:) ).
Jeżeli chodzi o uliczne jedzenie najlepsze jest w Bangkoku! Tam gdzie się tylko ruszycie natraficie na przepyszne straganowe jedzonko - również wege!:)


Phuket to już nadmorski kurort i z tanim i dobrym jedzeniem trochę gorzej. Nam całe szczęście udało się znaleźć fajny targ "Loma Market" w Patong, gdzie stołowaliśmy się przez cały nasz wyjazd (więcej znajdziecie w moim wpisie o Patong).

Loma Market
Chiang Mai - podobnie jak w Bangkoku - uliczne jedzenie. Jest jednak mały problem - tutaj wszystko rozkłada się późnym wieczorem, więc jeżeli jesteście głodni w ciągu dnia, musicie skorzystać z knajpek, 7/11 (tamtejsza "Żabka") lub zadowolić się owocami.


Na uwagę zasługują również przepyszne lody, które robi się w Tajlandii prosto z soku owocowego na zmrożonej lodówce. A przygotowanie wygląda tak:



Gotowe lody świetnie wyglądają i jeszcze lepiej smakują

Gdzie spać?
Tutaj możliwości również jest sporo. W Tajlandii nie trzeba się decydować na hostel, żeby zaoszczędzić na noclegach. Za 30/40 złotych od osoby można znaleźć hotel z basenem na dachu, blisko plaży lub centrum. Najlepszą stroną do wyszukiwania noclegów w Tajlandii jest Agoda.

Hotel w Patong (Phuket) z basenem z widokiem na morze.

Na co uważać?
W Tajlandii tak naprawdę nie ma się czego bać. Ludzie są pomocni, spokojni, ryzyko napadnięcia na turystę jest zerowe. Poniżej kilka rzeczy, które dręczą wiele osób jadących do Tajlandii (dręczyły także nas :):

1) Komary. Komarów podczas naszej podróży jako tako nie widzieliśmy. Dostaliśmy przed wyjazdem od znajomych Muggę (dzięki Warzywki! :), ale używaliśmy jej tylko w Chiang Mai i dżungli. 

2) Złodzieje. Jak wszędzie trzeba uważać na portfele. Sytuacja jak w Polsce - gdzie turyści, tam złodzieje - my żadnego całe szczęście nie spotkaliśmy.

3) Pająki, szczury, karaluchy, czy brać moskitierę? - w hotelach w miastach nie ma potrzeby kupowania własnej moskitiery. Jest czyściutko i w hotelach można spać spokojnie. Szczury i karaluchy pojawiają się na ulicach i rzeczywiście są spore - jednak osoba jadąca w tropiki musi być świadoma, że fauna różni się trochę od naszej polskiej ;) Pająk wielkości ręki - widziany raz w dżungli. W mieście żadnych pająków nie widzieliśmy.

4) Angielski. Z Angielskim w Tajlandii jest bardzo słabo - zapytani o drogę wskazują raz w lewo, raz w prawo albo obie na raz i niestety tak jest ze wszystkim. Uśmiech i własna intuicja pomagają ;). Nie martwcie się, zgubić się w Tajlandii to czysta przyjemność!



Już niebawem więcej historii z tego pięknego kraju!
Pozdro.
Share:

0 komentarze:

Prześlij komentarz