piątek, 6 maja 2016

Jak Nowy Rok to tylko w kwietniu!

12 godzin lotu, 4 godziny przesiadki, 30 minut podróży pociągiem, 20 minut podróży taksówką i... w końcu jesteśmy! Tajlandia! Bangkok! Akurat trafiamy na Songkran, czyli tajski nowy rok. Jest to największa bitwa wodna na świecie. Sporo naczytaliśmy się o niej w internecie, dlatego chowamy wszystkie sprzęty: aparaty, telefony, itp. w folie i nieprzemakające torebki. Powinny być tam bezpieczne.

Docieramy do centrum. Nikt nas nie leje. Zero wody, a z nieba leje się żar. Szkoda... jednak wszystkie opowieści o Songkranie okazały się być przesadzone. No i dobrze! Będziemy mieli święty spokój podczas zwiedzania. Ruszamy w kierunku Wat Pho. Przed wejściem zaczepia nas bardzo miły pan (wygląda na strażnika). W końcu ktoś kto mówi po angielsku! Mówi nam, że nie ma sensu wchodzić teraz do Świątyni. Ludzi jest strasznie dużo z powodu Songkranu. Proponuje inne świątynie, a za jego plecami widzimy już nadjeżdżający tuk-tuk. Intuicja i chęć zobaczenia Wat Pho o tej konkretnej porze zwyciężyły i nie dajemy się nabrać (w Tajlandii podróż tuk tukiem często kończy się przymusowym objazdem po wszystkich okolicznych handlarzach). Płacimy wejściówkę i wchodzimy do środka.

Wejście do Wat Pho
Ludzi w środku rzeczywiście sporo. W tym czasie nie tylko obcokrajowcy odwiedzają najbardziej znane świątynie buddyjskie, ale również wierni chcący pobożnie uczcić Nowy Rok. Mimo tłumow warto zwiedzić Wat Pho właśnie w Songkran. Panuje tam niesamowita atmosfera. Kwiaty, kadzidełka, modlitwy czytane przez mnichów przez głośniki - to wszystko tworzy niepowtarzalny klimat. Przed wejściem do każdego posążka Buddhy obowiązkowo trzeba zdjąć buty, a kobiety muszą się okryć specjalną narzutką.

Wierni celebrujący Buddhę

Palenie kadzideł przez wiernych
Powszechnym obrzędem jest dekorowanie posążków kwiatami
W końcu trafiliśmy na pierwszą noworoczną tradycję związaną z polewaniem wodą. Mija się to jednak z naszym wyobrażeniem szalonego Nowego Roku. Chodzi o kąpanie Buddhy. Wierni podchodzą do posążków Buddhy, nabierają małą miseczką wodę i polewają nią Buddhę. Czynią to zarówno w domu, w miejscach publicznych, jak i w hotelach.

Gotowi na kąpiel

Posążki Buddhy w kwiatach czekają na polanie
Jak za chwilę się okazuje - nie tylko Buddha jest obmywany. Przed wejściem do głównego miejsca Wat Pho - pomnika Leżącego Buddhy - napotykamy mnichów, którzy polewają palemką wiernych. Grzecznie ustawiamy się w kolejkę. Nie możemy przecież przegapić tej wyjątkowej okazji bycia obmytym przez mnicha. Już po chwili zostajemy potraktowani palmą z lodowatą wodą. Polewanie się wodą ma wymiar symboliczny - wyraża ono spłukanie wszelkich niepowodzeń mijającego roku. Mnisi przywiązują rownież do rąk sznureczki recytując pod nosem modlitwę. Ja w przeciwieństwie do moich znajomych niestety otrzymałam sznureczek do rąk. Pewnie ze względu, że jestem kobietą. No trudno mój poprzedni rok był dosyć udany więc nie muszę być aż tak oczyszczona ;)



Idąc dalej obserwujemy kolejny zwyczaj związany z Songkranem - budowanie i dekorowanie babek z piasku nazwane Chedi Sai. Ponieważ w ciągu minionych lat wiele piasku ze świątyń zostało wyniesione na butach odwiedzających, trzeba  wyrównać rachunek i wybudować piaskowe babki w świątyni, by zwrócić zabrany piach.

Chedi Sai
Mogłoby się wydawać, że na tym kończy się nasze świętowanie Songkranu. W drodze powrotnej do domu również nikt nas nie oblał. Jesteśmy zawiedzeni. Wieczorem decydujemy się na ostatnią próbę, czyli wyjście na Patpong, najsłynniejszą nocną dzielnicę Bangkoku. No i w końcu obraz, który widzimy przechodzi nasze najśmielsze oczekiwania. Ludzie polewają się wodą nie z małych pistolecików, ale z wielkich kałasznikowów, misek, szlaufów, ze wszystkiego czego się da. Nie ma możliwości przejścia suchą stopą. Ja na chwilę odważyłam się wyjąć telefon z torebki i nagrać to szaleństwo, które działo się na około.


Tak jak zostaliśmy zmoczeni tego wieczoru nie byliśmy w żaden Lany Poniedziałek. Co więcej, tam nikt się nie obraża, polewają się i starzy i młodzi, lokalsi i turyści. Zmoczeni, ale zadowoleni wracamy do domu. Jeżeli zamierzacie odwiedzić Tajlandię, warto zrobić to w Songkran! Emocje gwarantowane :)

Do następnego!

Share:

0 komentarze:

Prześlij komentarz