sobota, 16 lutego 2019

Najpiękniejsza trasa świata? Czy na pewno? Great Ocean Road i Dwunastu Apostołów.

Dzisiaj postanowiłam wrócić na moment do Australii i napisać o wychwalanej przez wszystkich, "najpiękniejszej trasie widokowej świata", czyli Great Ocean Road i Dwunastu Apostołach.
Great Ocean Road to trasa położona w południowo - zachodniej części Australii. Liczy 243 km. Według historii została zbudowana przez żołnierzy wracających do domu po I Wojnie Światowej w hołdzie poległym kolegom. Miała ona również służyć jako połączenie z zachodnią, mało zaludnioną częścią Australii, do której wcześniej można było dotrzeć tylko drogą morską. 

Wjazd na Great Ocean Road
Ze względu na krótki jak na Australię pobyt (tylko miesiąc), zdecydowaliśmy się przemierzyć odcinek Melbourne - Dwunastu Apostołów, który łącznie z dojazdem do początkowego punktu Drogi mierzył 275 km w jedną stronę. Na trasie jest sporo ładnych widoków i atrakcji. Warto więc zaplanować ten odcinek na dwa dni lub, tak jak my, wypożyczyć samochód z samego rana i liczyć się z późnym powrotem. Mimo licznych zawijasów trasa nie jest niebezpieczna (jeśli opanowało się ruch lewostronny;). Całe szczęście Kamilowi nauka poszła szybko i prowadził jak urodzony Australijczyk :)





Jedyną rzeczą, która nam nie dopisała była pogoda. Marzyło mi się piękne słońce i błękitne niebo, a niestety trafiliśmy na szare chmury :( Nawet na zdjęciach poniżej panuje iście mroczny klimat. Może dlatego samą trasą nie jestem aż tak zachwycona. Ładna, ale widziałam ładniejsze, chociażby w Czarnogórze, czy Stanach. 


 

Na pewno wielką atrakcją na trasie są koale i papugi, ale nie w jakimś ośrodku czy w klatkach, ale dzikie, żyjące na wolności! To było naprawdę niesamowite doświadczenie! Koalki zwinięte w śmieszne, puchate kulki wyglądały naprawdę rozkosznie, a jedna nawet się przebudziła i mogliśmy oglądać spektakularne przejście z jednej gałęzi na drugą:) Do papug mam mieszane uczucia. Z jednej strony piękne i kolorowe zwierzątka, które można było karmić z ręki, z drugiej, niebezpieczne bestie, które rzuciły się na mnie całym stadem. No cóż... podobno zwierzęta znają się na ludziach:P Cały kram można znaleźć w pobliżu wioski Kennett River, przy Koala Cove Cafe (po prawej stronie jeśli jedziecie z Melbourne w kierunku Apostołów). Punkt łatwo zauważyć również dzięki gromadce turystów widocznych z daleka, gapiących się w drzewa :D

Z Kamilem  zaprzyjaźniły się od razy 

Mi też na początku szło nieźle

Później trochę gorzej...


O ile sama Great Ocean Road nie zrobiła na mnie większego wrażenia, o tyle Dwunastu Apostołów naprawdę doprowadziło mnie do tego, że musiałam zbierać szczękę z podłogi. WOW, po prostu WOW! Jedno z najpiękniejszych miejsc jakie widziałam w życiu. 
Początkowo skały nosiły nazwę Maciora i świnki, jednak z czasem uznano, że nazwa ta nie jest wystarczająco dobra dla tak pięknego miejsca i zmieniono ją właśnie na Apostołów.
Dwunastu Apostołów to tak naprawdę DZIEWIĘĆ formacji skalnych z wapienia, wypłukiwanych przez fale i wiatr. W 2005 i 2009 roku natura zniszczyła kolejne dwie i obecnie ostało się tylko 7 skał. Jeśli chcecie zobaczyć cud w swoim życiu to warto się więc pośpieszyć i wybrać w to miejsce! 
Niestety skały są tak piękne, że co roku ściągają miliony turystów. Jest więc tłoczno, ciężko się wyciszyć czy nacieszyć w spokoju widokiem, ale i tak zdecydowanie warto!







 


Chcecie więcej Australii? Zachęcam do przeczytania innych wpisów: o Górach Błękitnychnurkowaniu na Wielkiej Rafie, czy Uluru

Piąteczka!


Jeżeli wpis okazał się przydatny, albo po prostu Ci się spodobał, nie wahaj się i zostaw like'a na FB/followuj na Insta/ skomentuj poniżej. Twoja reakcja na to co robię bardzo mnie ucieszy :) Dziękuję!

https://www.facebook.com/Korpopirania-blog-499040603590564/https://www.instagram.com/korpopirania_blog/

Share:

niedziela, 25 listopada 2018

Polsko, jakaś Ty piękna! - krótka wyprawa w Góry Świętokrzyskie.


Za oknem szara, bura jesień. Nie lubię takiej pogody! Ale może i dobrze, że w końcu zawitała, bo mam do nadrobienia trochę zaległości na blogu. Prawdę mówiąc słońce, możliwość jazdy na rowerze i spędzania czasu na świeżym powietrzu  nie skłaniała do pisania.
Skoro widok za oknem nie jest najlepszą wizytówką Polski, postanowiłam wrócić w tym wpisie do pięknej majówki w Górach Świętokrzyskich. Krótki, trzydniowy wyjazd w jeden z najmniej docenianych obszarów Polski.



Z samego rana wsiadamy w samochód i już po dwóch godzinach jesteśmy w miejskim sercu  Gór Świętokrzyskich, czyli w Kielcach. Po szybkim rozpakowaniu ruszamy na rekonesans po mieście, które, muszę przyznać, było dla nas pozytywnym zaskoczeniem. Urokliwy ryneczek, przyjemny deptak na ulicy Sienkiewicza czy wspaniałe zabytki (Pałac Biskupów czy Bazylika NMP, której początki sięgały XII w. ) czynią to miejsce dobrym i dla grupy przyjaciół, rodzin z dziećmi jak i miłośników historii. Ci, co chcą poobcować z naturą również mogą znaleźć coś dla siebie, bez konieczności opuszczenia miasta. Rezerwat przyrody Kadzielnia jest największym skupiskiem jaskiń w regionie. Nam niestety nie udało się do nich zajrzeć :( nie wiadomo dlaczego były zamknięte. Skorzystaliśmy zatem z uroków natury wokół i udaliśmy się na całkiem przyjemny spacer po ścieżkach i wzniesieniach Kadzielni. 

Tablice Mojżeszowe w Kadzielni






Po szybkim odhaczeniu Kielc ruszyliśmy w główny cel naszego wypadu w Góry Świętokrzyskie czyli... w Góry Świętokrzyskie :) W porównaniu do naszych ukochanych Tatr, nie są one zbyt duże i wymagające. Co nie oznacza, że się nie zmęczyliśmy. Podjęliśmy się 17 km trasy w 30 kilku stopniowym upale! Początek trasy to miejscowość Święta Katarzyna i XV w. klasztor Bernardynek. To był chyba jedyny wymagający, a raczej bardziej stromy fragment trasy. Trzeba bowiem podejść na Łysicę, czyli najwyższy szczyt Gór Świętokrzyskich (612 m. n.p.m.). Dla nas ta trasa była  uciążliwa ze względu na tłum turystów. Momentami było bardzo tłoczno, czego my z Kamilem za bardzo nie lubimy. Całe szczęście, większość turystów "finiszuje" przy krzyżu na szczycie i nie wielu z nich rusza w dalszą trasę. My oczywiście ruszamy :) Po chwili idziemy już samotnie przez las, słuchając śpiewu ptaków i delektując się naturą, tylko czasami mijając jakiś ludzi. Ścieżka prowadzi do  karczmy w Kakoninie, gdzie można uzupełnić zapasy wody i zjeść coś smacznego. 












Z Kakonina wchodzimy już na niezalesioną część trasy. Można jednak podziwiać piękne chatki i ukwiecone mleczami pola. Uczta dla oczu!
Ostatni punkt trasy to Święty Krzyż (Łysa Góra), czyli klasztor benedyktynów, w którym znajduje się podobno drzewo z Krzyża Świętego. Dawniej dla katolików było to sanktuarium ważniejsze  od Częstochowy. A i data założenia jest imponująca - podobno założył je pierwszy król Polski Bolesław Chrobry. 
Jak cały region Gór Świętokrzyskich również i to miejsce pełne jest legend. Moja ulubiona legenda to ta o Emeryku, który żołnierzem był odważnym, ale człowiekiem pysznym. Uważał się on za najbardziej pobożnego na ziemi, a pielgrzymkę do klasztoru postanowił odbyć na kolanach. Kiedy podczas wspinania rozległy się w okolicy dzwony, stwierdził, że to na jego cześć i za tę pychę został surowo pokarany - zamienił się w kamień. Postać Emeryka można podziwiać przy zejściu z Łysej Góry.





Jedynym problem jaki napotkaliśmy podczas całego dnia okazał się powrót. Busy, które miały czekać po drugiej stronie Góry nie przyjechały i musieliśmy łapać stopa. Był to najszybszy stop świata, bo już po minucie złapaliśmy samochód. I to Panią Przewodnik, która poopowiadała nam jeszcze więcej ciekawostek o regionie! 


Ostatnim miejscem, które po prostu trzeba odwiedzić podczas pobytu w Świętokrzyskich jest Zamek w Chęcinach z niesamowitym widokiem na okolicę, historycznymi murami i armatami oraz mnóstwem atrakcji w środku (od strzelania z łuku po mierzenie zbroi i zakuwania w dyby). 





Polecam, polecam i jeszcze raz polecam! Szczególnie na wiosnę, gdy wszystko budzi się do życia i łąki i pola są zielono - żółte. Chociaż lokalsi mówili, że najpiękniej jest jesienią. 
Jesienią nie byłam, ale może to będzie pretekst do kolejnej wyprawy w Góry Świętokrzyskie!

Jeżeli wpis okazał się przydatny, albo po prostu Ci się spodobał, nie wahaj się i zostaw like'a na FB/followuj na Insta/ skomentuj poniżej. Twoja reakcja na to co robię bardzo mnie ucieszy :) Dziękuję!

https://www.facebook.com/Korpopirania-blog-499040603590564/https://www.instagram.com/korpopirania_blog/

Share: