poniedziałek, 2 października 2017

Odwołali nam lot - jakie naprawdę mamy prawa i co powinniśmy zrobić?

Ostatnia sytuacja w Ryanair dotknęła paręset tysięcy klientów, w tym również i nas. Zdecydowałam się więc na napisanie tego wpisu, bazującego na moich doświadczeniach, a nie na artykułach, które  parafrazują słowa  EU261, a z których nie za wiele można zrozumieć.


Czytając artykuły z sieci stwierdziłam, że nie jest źle: europejskie prawo całkiem nieźle chroni konsumenta - można uzyskać ubezpieczenie od 200 do 600 Euro. Niezła sumka. W naszym przypadku był jeden problem - Ryanair poinformował nas o odwołaniu lotów 14 dni przed naszym wylotem, co oznaczało, że nas ubezpieczenie nie obejmuje. Co w tej sytuacji zrobić? Odpowiedzi na to pytanie nie mogliśmy nigdzie znaleźć. No więc zaczęliśmy działać...

"Z przykrością informuję, iż Państwa lot został anulowany, za co najmocniej przepraszam."

Tak brzmiał mail od samego Michael'a O' Leary'a. W jednej chwili myślałam, że rozniesie mnie złość i rozpacz. Loty rezerwowaliśmy już dwa miesiące temu, żeby uniknąć drogich biletów przed samym wylotem. Zarezerwowaliśmy pod te loty i transfery, i hotele. Wydaliśmy sporo kasy, żeby na spokojnie dotrzeć do Londynu i następnego dnia wyruszyć w naszą wymarzoną podróż do Australii. I teraz co? Wszystko od nowa...

Pierwsze co zdecydowałam się zrobić (i co Wy powinniście zrobić jeśli znajdziecie się w takiej sytuacji) to zadzwonić do Urzędu Lotnictwa Cywilnego (numer telefonu znajdziecie tutaj). Nawet jeśli Wasza sytuacja różni się od mojej, to Państwo w Urzędzie (bardzo mili, o dziwo!) powiedzą Wam co powinniście zrobić. Niestety ULC pracuje tylko od poniedziałku do piątku - musiałam więc czekać do poniedziałku. W międzyczasie stwierdziłam, że nie ma chwili do stracenia - trzeba rezerwować nowe loty, bo szanse, że Ryanair znajdzie alternatywę na własny koszt były znikome. Szybko przejrzałam loty na Heathrow, żeby nie wydawać pieniędzy na kolejne transfery. Niestety tak jak się spodziewałam, loty w dwie strony na ostatnią chwilę kosztowały 1600 zł (dla porównania, utracone bilety kupiliśmy za 300 zł w dwie strony).
Trzeba było wykombinować coś innego i przetransportować się do Londynu z Luton, czyli lotniska Wizzair'a. Zakup Wizzar Discount Club obniżał nam znacząco ceny. Łącznie za bilet musieliśmy zapłacić 370 zł w dwie strony. Nie jest źle. Zostały autobusy. Przekopaliśmy strony easybus, który miał nas zawieźć z lotniska do Londynu. Okazało się, że zdążymy zmienić rezerwację i zwrócą nam 50% kosztów. Poszukaliśmy godziny, godzinkę dłużej posiedzimy na lotnisku i... Finalnie dopłacić musieliśmy tylko ... 7zł! 


Wszystko dobrze się złożyło, ale co z Ryanairem zapytacie. Z samego rana w poniedziałek ponownie skontaktowałam się z ULC. Okazało się, że Ryanair "wyrobił się" i nie muszą nam płacić żadnego odszkodowania... Niestety jeżeli linie lotnicze poinformują Cię o odwołaniu lotów 14 dni przed to nie pokryją Ci straconych kosztów za hotele czy dojazdy. Miły Pan powiedział, że mogę się z Ryanairem procesować, jednak komu by się chciało? Całe szczęście ULC potwierdziło możliwość uzyskania od Ryanair pełnego zwrotu kosztów za bilet, nie w formie jakiegoś nędznego vouchera na ich loty, ale w formie w jakiej dokonywaliśmy zakupów. Formularz Ryanair'a znajdziecie tutaj. Sama procedura wypełniania formularza przebiegła bezproblemowo - zajęło mi to 30 sekund, a pieniądze mają się znaleźć na koncie w ciągu 7 dni.

 I uwaga... od Ryanaira otrzymałam jeszcze wiadomość:


Czy to oznacza że  polecimy sobie gdzieś na darmowy weekend na koszt Ryanair'a?:) Taaaaaak!!! Oby tylko lotów nie odwołali:P


Cała sprawa mimo, iż przysporzyła nam sporo stresu nawet nieźle się zakończyła.
Mam nadzieję, że u Was, jeśli spotkała Was podobna sytuacja, będzie miała podobne zakończenie.
Powodzenia!



Jeżeli wpis okazał się przydatny, albo po prostu Ci się spodobał, nie wahaj się i zostaw like'a na FB/followuj na Insta/ skomentuj poniżej. Twoja reakcja na to co robię bardzo mnie ucieszy :) Dziękuję!

https://www.facebook.com/Korpopirania-blog-499040603590564/https://www.instagram.com/korpopirania_blog/

Share:

wtorek, 26 września 2017

Tam na pewno nie byłeś! - czym jeszcze może zaskoczyć Londyn?

Znowu Londyn! - powiecie. No znowu, bo jest to miejsce, które zwiedziłam już wzdłuż i wszerz (o czym pisałam tutaj), a nadal nie mam go dość. Dzisiaj jednak o nieoczywistych miejscach, które warto zobaczyć. Jeżeli nie lubicie Londynu może właśnie te miejsca Was przekonają do zmiany zdania;)?

Zaczynamy od hipsteriady ;) Każde miasto ma swój Plac Zbawiciela. Takim miejscem w Londynie jest Neal's Yard. Jest to niewielka, kolorowa uliczka/ skwerek z knajpkami i kafejkami. Leży pomiędzy ulicami Shorts Gardens i Monmouth Street, a dojść do niej najlepiej od metra Covent Garden. A wszystko zaczęło się parędziesiąt lat temu od otwarcia tam sklepu... ze zdrową żywnością, warzywami i owocami (tak, tak styl FIT zaczął się w Londynie już parędziesiąt lat temu właśnie tu). Później zaczęły otwierać się kolejne "zdrowe" sklepy i kafejki. Mimo, iż ceny "zaporowe" (a porcje małe i najeść się trudno), warto iść i poczuć klimat tego miejsca, chociażby na jedno zdjęcie;).
A zaraz za rogiem, po wyjściu z Neal's Yard, ceny niższe, a i knajpki fajne ;)

Neal's Yard jest trochę ukryte - warto podpytać lokalsów gdzie dokładnie się znajduje
Neal's Yard zachwyca kolorami
Ci co czytali Harrego Pottera na pewno kojarzą Leadenhall Market. Było to miejsce blisko Dziurawego Kotła, z którego można się było dostać na ulicę Pokątną. Wyjdźmy jednak poza literacką fikcję, nie każdy musi być przecież fanem Harrego Pottera. Leadenhall Market to jeden z najstarszych marketów w Londynie. Jego początki sięgają XIV wieku. I w dodatku jest mega stylowy! Luksusowe kwiaciarnie, drogie śmierdzące sery, kubańskie cygara... wszystko co drogie i czego sobie na pewno nie kupimy, znajdziemy właśnie tu ;) Nie jest to duże miejsce, więc i czasu dużo nie trzeba. Warto zatem skrócić o kilka minut pobyt przy Tower of London i udać się właśnie na Leadenhall Market.




I na koniec powszechnie znane miejsce - Notting Hill, które ja dopiero odwiedziłam po blisko 10 razach w Londynie. Często turystom nie starcza czasu, żeby udać się do tej klimatycznej części Londynu.
Wychodzę ze stacji metra Notting Hill i bez mapy idę przed siebie. Nie wszystko jednak Notting Hill co tak nazwane - mimo iż cała dzielnica to Notting Hill, do tego najpopularniejszego punktu nie od razu udaje mi się tu trafić! Co więcej idę w zupełnie inną stronę i trafiam do Kensington Gardens! To tutaj mieszkała księżna Diana za życia i to tu zostały złożone setki kwiatów w dniu jej śmierci. Dzięki Dianie to miejsce również obecnie jest tak piękne i zadbane.  A to tylko rzut kamieniem od Hyde Parku. 

Ale, moim celem było Notting Hill. W końcu decyduję się na mapę i obieram cel wędrówki. Przechodząc Notting Hill Gate nie odnoszę pozytywnego wrażenia. Na ulicach sporo śmieci, a domki nawet w naszej dzielnicy wydawały się "bardziej" brytyjskie i jakoś ładniejsze. Już tracę nadzieję, że zobaczę te filmowe Notting Hill, jednak wtem docieram do Portobello Market. I o to są! Ten niepowtarzalny klimat, nienachalne straganiki z towarami, uśmiechnięci sprzedawcy i kolorowe domki. Naprawdę warto tu zajrzeć !

 

A może Wy zaskoczycie mnie jakimś ciekawym miejscem w Londynie? Niedługo wybieram się tam znowu i z chęcią bym zobaczyła coś nowego ;) Dajcie znać w komentarzach!
 
Jeżeli wpis okazał się przydatny, albo po prostu Ci się spodobał, nie wahaj się i zostaw like'a na FB/followuj na Insta/ skomentuj poniżej. Twoja reakcja na to co robię bardzo mnie ucieszy :) Dziękuję!

https://www.facebook.com/Korpopirania-blog-499040603590564/https://www.instagram.com/korpopirania_blog/

Share:

wtorek, 22 sierpnia 2017

Jeszcze raz o Holandii - jak zorganizować wyjazd tanio. Metoda "Groningen".

Wielu z Was pytało mnie o Holandię: czy warto i czy jest tanio. Pisałam już o Amsterdamie i jego top atrakcjach (o tutaj), ale postanowiłam wrócić do tematu pod kątem wydatków oraz sposobów na obniżenie kosztów.

Tania Holandia? Odpowiedzią jest kolorowe Groningen!

"Jedziemy do Amsterdamu? Są tanie bilety!" - zapytałam ni stąd ni zowąd. Beti, dawna współlokatorka, zdecydowała się od razu -wiadomo, ta to nie usiedzi na miejscu . Kamil i Robert mieli więcej wątpliwości - bo przed nami Australia trzeba oszczędzać. Nie wiadomo też czy dostaniemy urlop w pracy. Finalnie przekonałam ich że 70 zł za lot w dwie strony (Gdańsk-Groningen) to bardzo tanio. Jedynym problemem był dojazd do Gdańska (bo lot był właśnie stamtąd) oraz transport z Groningen do Amsterdamu. Ale nie z takimi rzeczami dawałam sobie radę.
 
W Groningen wcale nie jest mniej rowerów niż w Amsterdamie

 Kupiliśmy więc bilety, a tu dzień po (zdarza mi się to nagminnie) tanie bilety z Warszawy do Amsterdamu, bez zbędnych dojazdów, straty pieniędzy i czasu. No nie...
To co zazwyczaj robię w takich sytuacjach to szukam kruczków, żeby przekonać się, że wcześniejsza decyzja była trafna. I tym razem udało się wyczyścić sobie sumienie. Okazało się że mimo, iż bilety Warszawa - Amsterdam są w dobrej
cenie, to dojazd z lotniska Amsterdam Eindhoven do centrum Amsterdamu np. autobusem Terravision to już całkiem spory wydatek (23 Euro! ~ 100 zł w jedną stronę!). Dla porównania, z Groningen do Amsterdamu zapłaciliśmy 30 zł w jedną stronę (Flixbus). Czyli robi się nam 140 zł oszczędności w dwie strony. Noclegi w Groningen również są dwa razy tańsze niż w Amsterdamie. Zatrzymując się dwie noce w Groningen, a tylko jedną w Amsterdamie można sporo zaoszczędzić i sporo zobaczyć (wyjazd z Groningen do Amsterdamu rano, nocleg w Amsterdamie, powrót do Groningen na wieczór kolejnego dnia).

Groningen jest lepszym wyborem nie tylko jeżeli chodzi o obniżenie kosztów. Groningen to fajne miejsce na krótkie zwiedzanie. Zdecydowanie różni się od Amsterdamu, ale jest nie mniej atrakcyjne! Niektórym z nas Groningen podobało się nawet bardziej niż Amsterdam! :)

Piękne jest o zachodzie słońca ...

...a nawet w pochmurne dni
Co można zobaczyć w Groningen? Przede wszystkim największy pub w Europie Drie Gezusters (Trzy siostry), najwyższą wieżę kościelną w Holandii - wieżę świętego Marcina, albo po prostu  pokręcić się bez celu po tym urokliwym miasteczku i pozachwycać się otoczeniem.

Ekipa przed melanżem w największym pubie w Europie

W środku jest parę pomieszczeń do wyboru

Plan pubu

Kolorowe Groningen
 

Mamy już tani dojazd, tanie zakwaterowanie, a co z wyżywieniem? Tak, stołowanie się w restauracjach w Holandii jest drogie. My bazowaliśmy na jedzeniu z supermarketu, kanapkach z Polski oraz... frytkach :) Frytki prawie jak w Belgii - były wszędzie! Do tego smakowały nieziemsko i były jeszcze znośne cenowo.


Mniam Mniam!
Amsterdam jest jednym z lepszych miejsc, w których byłam i mimo, że odwiedziłam je już dwa razy, zamierzam wrócić! Warto zastosować moje powyższe rady, uciułać trochę kaski i wybrać się do państwa, w którym prawie wszystko wolno ;)



Jeżeli wpis okazał się przydatny, albo po prostu Ci się spodobał, nie wahaj się i zostaw like'a na FB/followuj na Insta/ skomentuj poniżej. Twoja reakcja na to co robię bardzo mnie ucieszy :) Dziękuję!

https://www.facebook.com/Korpopirania-blog-499040603590564/https://www.instagram.com/korpopirania_blog/

Share:

niedziela, 25 czerwca 2017

Chicago - dlaczego Wietrzne Miasto to ulubione miejsce mojego Bliźniaka

Kiedy zapytałam mojego brata jakie jest jego ulubione miejsce w Stanach, bez wahania odpowiedział, że Chicago. Moim numerem jeden, jak zapewne większości osób odwiedzających USA, jest Nowy Jork. Dopytując dlaczego woli Chicago odpowiedział: "bo tam jest wszystko". Na początku stwierdziłam, że jest to głupia odpowiedź, ale przeglądając zdjęcia i wspominając to, co tam zwiedziliśmy doszłam do wniosku, że ma rację. W Chicago jest wszystko co turysta mógłby sobie wymarzyć.
 

Tradycyjnie nie będę wymieniać setek miejsc i atrakcji, które możecie zobaczyć, bo to możecie przeczytać w przewodnikach lub w Internecie, ale przedstawiam główne powody, dlaczego warto to miasto odwiedzić.


1.  Niesamowite widoki.
Chicago to nie tylko typowe dla Stanów wieżowce, ale cudowne widoki dzięki mieszającym się ze sobą błękitom nieba i Jeziora Michigan. Najlepsze widoki zapewnią nam tarasy widokowe Willis Tower (dawniej Sear's Tower). Nie są to zwykłe tarasy, ale tarasy ze szkła! Niektórym mrożą krew w żyłach, tym bardziej, że jakiś czas temu jeden z tarasów pękł i pojawiła się na nim pajęczyna. Niby się nie zarwał, ale takie zdarzenie zawsze pozostawia uczucie strachu.


Widoki z Willis Tower


Ja i mój bliźniak na szklanym tarasie.
2. Różnorodność architektury sprawia, że to miasto ma klimat

Znowu zacznę tym samym zdaniem: Chicago to nie tylko typowe dla Stanów wieżowce, ale też klimatyczne dworce, szerokie place, urokliwe uliczki "pocięte'' rzeką Chicago i wymyślne pomniki. Moja ulubiona rzeźba to ta dosyć nowa, znajdująca się niedaleko Parku Milenijnego, potocznie zwana "The Bean" (Fasolka), a tak naprawdę The Cloud Gate czyli Brama Nieba. Z zamierzenia miała symbolizować rtęć, tylko mało osób o tym wie, kojarząc ją właśnie z fasolką.






3) Zieleń i spokój oraz bulwary
Rzeka Chicago i odcinające się od miasta bulwary z wieżowcami w tle tworzą niesamowity klimat. Nie słychać tutaj zgiełku miasta, nie widać jego pędu. Czujemy się jakby w zupełnie innym mieście. Najlepiej przejść się po bulwarach przy zachodzi słońca, kiedy promienie odbijają się i w wieżowcach i w wodzie.



Chicago ma jeszcze jedną wielką zaletę. Jest to centrum północnych Stanów i może stanowić świetną bazę wypadową do miejsc takich jak: park rozrywki Cedar Point czy Detroit, o którym pisałam tutaj. 

Mimo, iż moim  numerem 1 w USA wciąż pozostaje Nowy Jork to zdecydowanie polecam również Chicago - podczas naszego pobytu nie było aż tak wietrznie:)




Jeżeli wpis okazał się przydatny, albo po prostu Ci się spodobał, nie wahaj się i zostaw like'a na FB/followuj na Insta/ skomentuj poniżej. Twoja reakcja na to co robię bardzo mnie ucieszy :) Dziękuję!

https://www.facebook.com/Korpopirania-blog-499040603590564/https://www.instagram.com/korpopirania_blog/

Share:

niedziela, 11 czerwca 2017

To tylko kamienie! Tajemne moce Stonehenge.

To tylko kamienie... wiele razy słyszałam to stwierdzenie przed moją wizytą w Stonehenge. Całe szczęście nigdy w podróży nie kieruję się odradzaniem innych, ale o atrakcyjności miejsca lub jego braku przekonuję się na własnej skórze. Tak było i tym razem. Tym bardziej, że wycieczka z powodu jakiejś wcześniejszej niedogodności na kursie językowym była darmowa. Ja to mam farta ;)

  
Ale co to tak właściwie jest?
Tak naprawdę nie wiadomo. To miejsce to jedna wielka zagadka. Przypuszcza się, że 3 tysiące (tak tak, 3 tysiące!) lat PRZED NASZĄ ERĄ kamienie zostały tutaj sprowadzone (w jaki sposób też nie wiadomo) z oddalonej o paręset kilometrów Walii. Niektórzy twierdzą, że wodą (dzięki połączonym ze sobą balom), inni, że zostały one przypchnięte, jeszcze inni, że przeniósł je tutaj za pomocą tajemnych mocy pewien czarodziej.
Nie wiadomo też w jakim celu postawiono te kamienie. Teorii jest wiele. Mogło to być sanktuarium Słońca i Księżyca oraz miejsce kultu religijnego. Potwierdzeniem miałyby być umieszczone w sąsiedztwie nagrobki. Dużo wskazuje też na to, że był to swoistego rodzaju kalendarz i punkt astronomiczny. Mimo trwających od wielu lat badań, żadnej teorii nie potwierdzono.





Dlaczego warto odwiedzić Stonehenge?
Mimo, iż są to tylko kamienie porozrzucane na pustkowiu, Stonehenge to miejsce magiczne. Może za bardzo wsłuchałam się w legendy i przypuszczenia, sama szukając w tym jakiegoś wyjaśnienia. Może pogoda która tego dnia była bardzo wietrzna i burzowa lub brak zwierząt i roślinności w pobliżu (możliwe, że z powodu wysokiego namagnetyzowania miejsca) sprawiły, że czułam się tam jakby otoczona tajemnymi mocami. Sam fakt, że dawniej do kręgu mieli wstęp tylko wybrani, co zresztą również jest niepotwierdzone, sprawia, że czujesz się wyjątkowo.



Jak tam dotrzeć i ile to  kosztuje?
Obecnie Stonehenge wygląda zupełnie inaczej niż parę wieków temu. Warunki atmosferyczne, turyści, a także inne niewyjaśnione zjawiska sprawiły, że kamienie uległy zniszczeniu i tylko w niewielkiej części odzwierciedlają pierwotny kształt kręgu. 
 
Z obawy przed dalszymi zniszczeniami, liczba turystów i czas otwarcia tajemniczego miejsca zostały ograniczone. Żeby odwiedzi ten Cud należy się zarejestrować na stronie stonehenge.co.uk , a także sprawdzić aktualne godziny otwarcia.

Dojazd jest bardzo prosty. Z Londynu najlepiej jest dotrzeć autobusem z Victoria Station już od 7GBP w jedną stronę. Tanich połączeń możecie szukać na goeuro.com lub na bezpośrednich stronach przewoźników. Na wstęp należy przeznaczyć kolejne 15 GBP. Trochę dużo, ale warto!

To co, macie ochotę na trochę magii?:)


Jeżeli wpis okazał się przydatny, albo po prostu Ci się spodobał, nie wahaj się i zostaw like'a na FB/followuj na Insta/ skomentuj poniżej. Twoja reakcja na to co robię bardzo mnie ucieszy :) Dziękuję!

https://www.facebook.com/Korpopirania-blog-499040603590564/https://www.instagram.com/korpopirania_blog/

Share:

wtorek, 23 maja 2017

Nie muszę być perfekcyjna... o zgubnym dążeniu do ideału.

Jak wielu z Was wie, zresztą nie trudno domyślić się po nazwie bloga, pracuję w korpo. Na co dzień staram się być perfekcyjna w tym co robię: dokładnie wszystko analizuję czy podliczam koszty, żeby nie popełnić jakiegoś olbrzymiego błędu, który będzie kosztował moją firmę majątek. Bycie perfekcyjnym jest nam wpajane od małego (dobre oceny w szkole, zaliczenia na studiach), ale także my sami będąc najsurowszymi komentatorami naszych działań wymagamy od siebie więcej i więcej. I tak nasze życie staje się pełne perfekcjonizmu, ale też stresu, niezadowolenia i patrzenia bardziej na pustą połowę szklanki, bardziej niż na pełną.


Ostatnie wydarzenia związane z przygotowaniami do Australii zmusiły mnie do spojrzenia na swoje życie z boku. Wtedy też zobaczyłam, że rzecz, która miała mi sprawiać tyle radości, długo wyczekiwane marzenie, stało się moim zmartwieniem.

A słowem klucz stało się właśnie słowo NAJ.

Najpierw zdecydowałam się na kupno biletów, które wydawały mi się NAJtańsze. Jakie było moje rozczarowanie kiedy tydzień później Qatar rzucił jeszcze tańsze bilety i to NAJkrótszą trasą. A ja? Zamiast taniej linii i szybkiej podróży, do kupienia mam jeszcze loty z Wawy do Londynu. Siedzę sprawdzam podliczam... Ufff moja linia gwarantuje darmowa wizę, dojazd, posiłki i nocleg w Chinach na przesiadce. Całe szczęście Qatar coś pominął i jest gorszy.



Lecimy dalej

Błąd! Błąd w liniach lotniczych! Udaje nam się kupić bilety o 300 złotych tańsze na głowę na loty wewnętrzne, ale co to? Kolejny błąd! Mogę obniżyć o kolejne 1200 na głowę. Tylko... Jestem w pracy.. nie mam jak kupić... I zamiast cieszyć się z okazji, którą udało mi się wyrwać przeżywam że nie wyrwałam jeszcze więcej. Człowiek jest jednak głupi...


A na wyjeździe? 

Szybko, bo nie zdążymy na samolot, szybko bo nie zdążymy wszystkiego zobaczyć. No bo co jeśli ktoś ze znajomych się nas zapyta o miejsce, którego nie zdążyliśmy zobaczyć? Nie będziemy NAJ! I tak trudno się zrelaksować, wyciszyć, wylączyć i później z nowymi siłami wrócić.

I nie daj Bóg jak zadzwonią z pracy... Bo wtedy już na pewno okaże się, że zawaliłam, że coś zrobiłam źle. Chociaż w sumie jak nie dzwonią to też się pomartwię, bo na pewno czegoś nie zamknęłam!

Oszaleć można z tą perfekcyjnością! Okazuje się że lepiej wcale nie wyjeżdżać..

Takie czasy, że trzeba być NAJ, bo inaczej inni nas przescigną i ucierpi naszą ambicja...
Ja nad sobą staram się pracować, ale zdaje mi się, że nadal więcej we mnie biurowej Korpo niż wakacyjnej Piranii.

I mam tylko nadzieję, że będą jeszcze te tanie bilety po Australii, żebym mogła Wam jednak powiedzieć że jestem NAJ. 

Albo nie. Nic nie powiem! Raz nie muszę być;)


Jeżeli wpis okazał się przydatny, albo po prostu Ci się spodobał, nie wahaj się i zostaw like'a na FB/followuj na Insta/ skomentuj poniżej. Twoja reakcja na to co robię bardzo mnie ucieszy :) Dziękuję!

https://www.facebook.com/Korpopirania-blog-499040603590564/https://www.instagram.com/korpopirania_blog/

Share: