czwartek, 23 lipca 2020

Z dzieckiem w Bieszczadach, nawet jak pada! - cz.1: Sanok i okolice


Bieszczady - od wielu lat symbol ucieczki przed wielkomiejską dżunglą. Któż z nas nie powiedział: "rzucam wszystko i jadę w Bieszczady". My właśnie rzuciliśmy i pojechaliśmy tam na 5 dni. O dziwo, kiedy oznajmiłam, że jedziemy z Jasiem w Bieszczady, słyszałam od wielu osób, że nudno, że nie ma co robić, że tak naprawdę to nie są góry, a tak w ogóle, pogoda będzie słaba.
To jak to jest? Wszyscy chcą rzucać wszystko, a później się okazuje, że nie warto tam jechać? Całe szczęście z pomocą pospieszyli nam Magda i Mateusz (tak, tak, tym razem to nie ja byłam organizatorem wyjazdu). Pokazali nam swoje miejsca w Bieszczadach i w Sanoku, który jest nazwany Bramą Bieszczad. Okazało się, że miejscówek do odwiedzenia jest naprawdę sporo i te kilka dni to nawet za mało, żeby zobaczyć wszystko.

Dzielny Wojak Szwejk

Sanok

Sanok był naszą bazą wypadową. Położone nad rzeką San miasto, to miejsce z historią, pięknym rynkiem i pysznym jedzeniem. My jak zwykle nasze pierwsze kroki kierujemy w stronę Starego Miasta, bo wszyscy już chyba wiedzą, że uwielbiam wszelkie rynki, ryneczki, starówki, kamieniczki. No i nie zawiedliśmy się! Rynek wygląda przepięknie zarówno w dzień, jak i w nocy. Wokół zadbane kamieniczki, sporo knajp i główne atrakcje miasta - zamek, klasztor franciszkański oraz ławeczka Dzielnego Wojaka Szwejka z powieści Jaroslava Haska ( przy ulicy 3 Maja), który podobno przebywał kiedyś w mieście. Potarcie nosa ma przynieść szczęście w miłości. Ja nie tarłam, bo swoją miłość już znalazłam ;) Zaraz naprzeciwko Szwejka znajduje się piękna zabytkowa witryna sklepowa Jana Hydzika. Niestety do środka nie udało się nam wejść. Ze względu na późną porę było już zamknięte.

Stare Miasto w Sanoku
Sanok nocą

Zabytkowa Witryna


Co do restauracji i pubów zdecydowanie polecam Stary Kredens oraz Pod Zegarem, gdzie zabrali nas Magda z Mateuszem. Pierwsze miejsce jest idealne na kolację. Rewolucje przeprowadzała tu sama Magda Gessler. Wszystko świeże i smaczne. Pod Zegarem to dobre miejsce na piwo. Piwo jak piwo, ale widoki, które rozpościerają się z knajpy naprawdę godne polecenia!

Widok z knajpy "Pod Zegarem"

"Pod Zegarem"


UWAGA DLA PODRÓŻUJĄCYCH Z DZIECKIEM - Rynek w Sanoku znajduje się na wzgórzu. Najlepiej podejść wjazdem od ulicy Bony. Nie wszystkie schody mają bowiem podjazdy. Zresztą z wózkiem i tak się trzeba trochę pomęczyć, bo podejście jest dosyć strome. Dobrze, że był Kamil :D


Dla spragnionych pięknych widoków warto wspiąć się na Taras Widokowy w Parku Adama Mickiewicza, a także udać się na Taras Widokowy Słonne. Jeśli podróżujecie z dzieckiem warto wziąć na ten pierwszy nosidełko, bo podejście dosyć uciążliwe dla wózków (ale na upartego - da się). Taras Widokowy Słonne oddalony jest 15 min samochodem od Sanoka w kierunku Przemyśla. Przy samym tarasie jest parking. Z tarasu rozpościera się widok na wszystkie szczyty Bieszczad. Po prostu WOW!

Widok z Parku Mickiewicza

Park Mickiewicza, ja i Oni:)
Punkt Widokowy Słonne
Co jeszcze można robić w Sanoku? Iść do Skansenu, co będzie nie lada gratką dla małych i dużych. Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku, bo tak naprawdę nazywa się to miejsce, to drugi co do wielkości obiekt tego typu w Europie. Jak wyglądał dawniej zegarmistrz, fryzjer, czy dom nauczyciela? Przyjdźcie i się przekonajcie! Domki usługowe to pierwsza część muzeum. My trafiliśmy dodatkowo na Targ Staroci, więc można było zobaczyć i kupić jeszcze więcej niż zwykle. Druga część skansenu to domy mieszkalne i sakralne wraz z obejściem gospodarstw, roślinami, a także zwierzątkami! Te ostatnie zachwyciły przede wszystkim Jasia:) 
A co zachwyciło najbardziej mamusię? :) Proziaki - tradycyjne danie podkarpackie, które ma już 150 lat! To coś pomiędzy plackami, a bułkami, a dokładnie wyrabiane z z mąki, wody oraz sody oczyszczonej, zwanej na Podkarpaciu prozą. Serwowane z dodatkami np. z masłem niedźwiedzim lub ziołami. Pycha!












UWAGA! - Wózek STOP! najlepiej wziąć nosidełko - dużo wzniesień, a po deszczu, również błota.

Na koniec wpisu o Sanoku i okolicach, atrakcja dla dorosłych! W pobliżu Sanoka sporo jest winnic, gdzie można spróbować lokalnego wina. Ja za polskim winem nigdy nie przepadałam, ale mogę Wam polecić miejsce, w którym znajdziecie i dobre polskie wino, i piękne widoki. Jest to Winnica Widokowa, która oferuje różne rodzaje wina (w zależności od pory roku białe lub czerwone) od słodkich do wytrawnych. Można rozgościć się na tarasie  z widokiem na góry, delektować się winem i deską serów.






Opisałam dopiero Sanok, a jeszcze tyle innych miejsc chcę Wam pokazać! Stwierdziłam, że nie będę robić z wpisów argentyńskich tasiemców. Podzielę naszą wycieczkę na dwie lub trzy części. Już niebawem kolejna!


Jeżeli wpis okazał się przydatny, albo po prostu Ci się spodobał, nie wahaj się i zostaw like'a na FB/followuj na Insta/ skomentuj poniżej. Twoja reakcja na to co robię bardzo mnie ucieszy :) Dziękuję!

https://www.facebook.com/Korpopirania-blog-499040603590564/https://www.instagram.com/korpopirania_blog/

Share:

czwartek, 6 lutego 2020

Czy niemowlę lata za darmo - jak to jest z tymi liniami lotniczymi?

Kiedy byłam jeszcze w ciąży i planowałam gdzie to ja nie polecę jak urodzę, słyszałam parę razy, że podróżowanie z dzieckiem jest fajne, bo do drugiego roku niemowlę lata za darmo. Stwierdziłam, że dobra nasza, jak tylko Jasiek ogarnie życie po tej stronie brzucha, wsiadamy do samolotu i lecimy. Przejrzałam warunki w kilku liniach lotniczych i szybko okazało się, że latanie z Jaśkiem wcale nie będzie tak tanie jak myślałam, a przynajmniej, że nie będzie darmowe. Postanowiłam podzielić się z Wami moim "riserczem", żeby przyszłym lub obecnym mamusiom i tatusiom łatwiej było znaleźć swój wymarzony lot. Przeanalizowałam loty z Warszawy do Mediolanu i z powrotem, dla jednej osoby z dzieckiem, bez bagażu rejestrowanego, czas - przełom marca i kwietnia.


Wizzair

Opłata za niemowlaka (wiek od 14 dni do dwóch lat):  35 - 119 zł w jedną stronę.

Łącznie za malucha płacicie 187 złotych. Sporo.
Jak widzicie, fakt, że lecicie z niemowlakiem, które siedzi Wam na kolanach nie robi dużej różnicy... płaci niewiele mniej niż Wy za swój bilet. Równie dobrze można zarezerwować oddzielne miejsce i wieźć dziecko wygodnie w foteliku samochodowym (o ile Wasz fotelik posiada zasuwkę do pasa bezpieczeństwa).

To co oferuje Wizzair podczas podróży z dzieckiem, to możliwość wejścia na pokład poza kolejką (2 osoby dorosłe na jednego malucha), dodatkowy bagaż o wymiarach 40x30x20 oraz składaną spacerówkę lub małe łóżeczko. Jednak to jest standard w niemalże wszystkich liniach lotniczych.

No dobrze, sprawdźmy jak wyglądają włoskie wakacje z dzieckiem u bezpośredniej konkurencji Wizzaira.

Ryanair

Opłata za niemowlaka (wiek od 7 dni do 23 miesiąca): 20 Euro w jedną stronę.  
A więc po przeliczeniu oferta wygląda tak:





Tak, dobrze widzicie! 240 zł za niemowlę za "komfort" lecenia Ryanairem! I co nam po tych mega promocjach, które reklamuje linia! Nie pociesza nawet fakt, że osoba podróżująca z niemowlakiem może zabrać dodatkowo torbę do 5kg. Należy też pamiętać, że np. w Warszawie trzeba jeszcze z maluchem dojechać do Modlina, co generuje dodatkowe koszty i przede wszystkim... wydłuża czas podróży. Słabo również prezentuje się godzina lądowania na lotnisku w Modlinie - 0:50! Z dzieckiem to jakaś masakra!

LOT

No i na koniec linia najbardziej komfortowa z całego mojego zestawienia, którą wielu z Was na pewno by pominęła, z obawy przed zbyt wysokimi cenami. A tu proszę, taka niespodzianka.

Opłata za niemowlaka (do 2 roku życia): Na każdej trasie otrzymujemy 90% zniżki od wartości taryfy normalnej.


Za dziecko płacimy tylko 20 zł w totalu!  To sprawia, że podróż LOTem jest naprawdę atrakcyjna. Tak naprawdę płacimy tylko za siebie. Mimo, iż Lot uchodzi za drogą linię (przynajmniej w porównaniu do Wizzaira i Ryanaira), da się upolować bilety w okolicach 200-300 zł. Jadąc z niemowlakiem możemy zabrać też dodatkowy bagaż do 8kg. Dodatkowo na pokładzie otrzymamy przekąski i napoje.

W przedstawionym zestawieniu LOT wychodzi niewiele drożej, jednak ulgi dla dzieci ma najwyższe, a warunki podróży najbardziej komfortowe. Warto zatem przy planowaniu swoich podróży sprawdzać też LOT, bo istnieją trasy, na których podróż wychodzi atrakcyjniej niż tanimi liniami (szczególnie jeśli musielibyśmy wybrać się specjalnie do Katowic czy Krakowa, żeby polecieć np.Wizzairem do Czarnogóry - tu w koszty musielibyśmy wliczyć  nocleg i dojazd do tych miejscowości).

I najważniejsze!


Dzięki tej analizie przygotowanej dla Was nabyłam cieplutkie jeszcze bileciki na podróż dla nas! :):) Niedługo ruszamy w pierwszą samolotową podróż z Jaśkiem. Nie, nie do Mediolanu...Gdzie? Śledźcie uważnie bloga ;) To będzie wyjazd petarda! :D

Piąteczka!


Jeżeli wpis okazał się przydatny, albo po prostu Ci się spodobał, nie wahaj się i zostaw like'a na FB/followuj na Insta/ skomentuj poniżej. Twoja reakcja na to co robię bardzo mnie ucieszy :) Dziękuję!

https://www.facebook.com/Korpopirania-blog-499040603590564/https://www.instagram.com/korpopirania_blog/

Share:

wtorek, 13 sierpnia 2019

Czego nie powiedzą Wam blogerzy - cała prawda o korpopirańskich podróżach.

W dzisiejszych czasach wszystko musi być perfekcyjne. Udany wyjazd, piękne widoki, jeszcze piękniejsze zdjęcia przerobione w Photoshopie.  Czasami ciężko się połapać co jest prawdą, a co tylko światem stworzonym przez blogera. No to dzisiaj wpis ujawniający kulisy podróży Korpopiranii :D Mimo, iż zazwyczaj staram się pokazywać prawdziwe sytuacje i nawet moje zdjęcia na blogu nie są poprzerabiane, to jednak jest chyba parę historii, których Wam nie opowiedziałam :)
No to zaczynamy!


Kąpiel... z kupą słoni (i to dosłownie)


Sanktuarium dla słoni - karmienie, kąpiel, zabawa. Będąc w Tajlandii "MUST DO" nie do ominięcia. My również ten punkt programu włączyliśmy do naszej wyprawy. W tym celu specjalnie wybraliśmy się do Chiang Mai, ostrożnie sprawdzając w sieci ośrodki dla zwierząt, żeby wybrać ten najbardziej przyjazny zwierzętom. Teraz mogliśmy się stać prawdziwymi opiekunami i poczuć się jak rodowici Tajlandczycy! Karmienie? Prościzna! Słonie wprost wyjadają Ci banany z ręki. Kąpiel? Też wydawała się lekka i przyjemna. Dostaliśmy specjalnie oprzyrządowanie w postaci szczotek i wiaderek, po czym weszliśmy ze słoniami do jeziorka. Początkowo szło nam bardzo dobrze. Uśmiechy zeszły  z naszych twarzy, kiedy słonie jeden po drugim zaczęły wypuszczać drugą stroną bananki, które chwilę wcześniej skonsumowały... nie wiedzieliśmy co robić. Zaczęliśmy odskakiwać na boki, ale i tak na wiele to się nie zdało... kupy po chwili były wszędzie. Dobrze, że na nogach mieliśmy specjalne gumowe buty na jeżowce, które chroniły nasze stopy przed grząskim dnem, które wcale nie było błotem. No cóż... o takich przygodach nikt nie pisał  w przewodnikach :P Mimo to, byliśmy zadowoleni z tego dnia i z opieki nad słoniami. Głupio to zabrzmi, ale polecam ;)

Karmienie szło dobrze, nawet bardzo dobrze

Zabawom nie było do końca

Do sprawy podeszliśmy poważnie... za chwilę zrobiło się jeszcze bardziej poważnie

Zbytnio się jednak nie przejmowaliśmy - robiliśmy swoje

"Ekstremalna" przejażdżka na wielbłądach 

Któż z nas czytając "Baśnie Tysiąca i Jednej Nocy" nie marzył o przejechaniu się na wielbłądzie po gorącej pustyni? My na pewno marzyliśmy. Będąc w Maroko przyjrzeliśmy się szczegółowo ofertom tamtejszych lokalnych "biur podróży" organizujących wyprawy na pustynię. Wyprawa musiała uwzględniać oczywiście przejazd po pustyni na wielbłądzie. Każdy, kto ze mną podróżuje, wie, że nie spocznę dopóki nie obejrzę wszystkich ofert i nie znajdę najtańszej opcji. W Maroko dodatkowo do najtańszej opcji donegocjowaliśmy wyprawę na wielbłądach! "Ale okazja" - krzyczeliśmy uradowani. Jako jedyni z całej grupy mogliśmy przejechać się na wielbłądach i jeszcze zapłaciliśmy taniej niż inni! My to jednak jesteśmy! Mistrzowie podróży! 
Zdziwiliśmy się, gdy bus zatrzymał się co prawda w jakimś opustoszałym i gorącym miejscu, ale daleko mu było do piasków pustyni jakie były obecne w naszych głowach.
Wszyscy wyszli z busa i schowali się w jego cieniu, a nasza czwórka ruszyła w kierunku przywiązanych niedaleko wielbłądów. "Hmmm czy Ci ludzie przy busach będą na nas cały czas czekać?" - pomyślałam, ale długo się nie zastanawiając wskoczyłam na wielbłąda i ruszyłam w niezapomnianą wyprawę. Jakie było moje zdziwienie, gdy na wielbłądzie zrobiliśmy jedno okrążenie wokół pola, po czym kazano nam zejść ze zwierząt! "To już? To koniec przejażdżki?". Okazało się, że tak :( Jeśli chcemy na prawdziwą wyprawę to musimy wykupić nocleg na pustyni i dodatkowo zapłacić. Cóż z tych Marokańczyków to nieźli kombinatorzy... Ale co się odwlecze to... kiedyś jeszcze udamy się na prawdziwą wyprawę na pustynię... nie tylko po kole jak w cyrku. Więcej o Maroko poczytacie tu.
Jeszcze zadowolona przed przejażdżką. Nieświadoma jaka niespodzianka na mnie czeka.

Ruszamy w niezapomnianą podróż...

Przed nami niezapomniane widoki!
Podczas, gdy rzeczywistość wygląda tak: minutowa przejażdżka i oczekujący pod busem inni uczestnicy wycieczki.

Uwaga na plaże!

I na koniec coś co w sumie powinno być oczywiste, ale w wielu przypadkach nie jest, czyli jak oszukują nas katalogi i zdjęcia influencerów: czyściutka woda, bezludne plaże - po prostu raj na ziemi. W rzeczywistości, kiedy docieramy na miejsce, okazuje się, że rajskie plaże to tylko chwyt marketingowy... Liderami takich oszustw są moim zdaniem Tajlandia i Malta. Plaże tam są w większości zatłoczone i brudne - Tajlandia (sprawka turystów) albo zatłoczone i umieszczone np. między hotelami lub sklepami - Malta. Czy to oznacza, że od tych miejsc powinniśmy trzymać się z daleka? Oczywiście, że nie! W tych krajach też znajdują się fajne miejsca. Trzeba tylko poszukać odpowiednich miejsc zawczasu, żeby na miejscu nie mieć nieprzyjemnej niespodzianki.
Więcej o Malcie tutaj.

Tajlandia - Ko Phi Phi - zdjęcia w katalogach najczęściej wyglądają tak jak powyżej

albo tak
W rzeczywistości:

Rzeczywistość?

Rzeczywistość!
No i czas na Maltę i tamtejszą Niebieską Lagunę - Blue Lagoon:

Pustki? No niezupełnie...

Po odwróceniu aparatu widać tłumy nawet w wyższych partiach plaży

Tu już się prawie nie mieszczą ;)

Tak właśnie wygląda podróżowanie :) Tanie loty i niemalże brak granic dają olbrzymie możliwości. W dzisiejszych czasach każdy może podróżować i publikować niesamowite zdjęcia z podróży. Co więcej, można nie być w danym miejscu, a i tak wkleić się do zdjęcia, no bo kto nas tak naprawdę sprawdzi? :) Liczy się to, co w sieci oraz liczba serduszek pod zdjęciem :)
Żeby znać prawdę i wiedzieć co i jak śledźcie Korpopiranię, tutaj zawsze znajdziecie rzetelne informacje ;) A jeśli plaża wyda się Wam za pusta lub moje wakacje zbyt piękne, wiedzcie, że majstrowałam przy zdjęciach. Heheh zarcik!

Piąteczka!


Jeżeli wpis okazał się przydatny, albo po prostu Ci się spodobał, nie wahaj się i zostaw like'a na FB/followuj na Insta/ skomentuj poniżej. Twoja reakcja na to co robię bardzo mnie ucieszy :) Dziękuję!

https://www.facebook.com/Korpopirania-blog-499040603590564/https://www.instagram.com/korpopirania_blog/

Share: