niedziela, 25 czerwca 2017

Chicago - dlaczego Wietrzne Miasto to ulubione miejsce mojego Bliźniaka

Kiedy zapytałam mojego brata jakie jest jego ulubione miejsce w Stanach, bez wahania odpowiedział, że Chicago. Moim numerem jeden, jak zapewne większości osób odwiedzających USA, jest Nowy Jork. Dopytując dlaczego woli Chicago odpowiedział: "bo tam jest wszystko". Na początku stwierdziłam, że jest to głupia odpowiedź, ale przeglądając zdjęcia i wspominając to, co tam zwiedziliśmy doszłam do wniosku, że ma rację. W Chicago jest wszystko co turysta mógłby sobie wymarzyć.
 

Tradycyjnie nie będę wymieniać setek miejsc i atrakcji, które możecie zobaczyć, bo to możecie przeczytać w przewodnikach lub w Internecie, ale przedstawiam główne powody, dlaczego warto to miasto odwiedzić.


1.  Niesamowite widoki.
Chicago to nie tylko typowe dla Stanów wieżowce, ale cudowne widoki dzięki mieszającym się ze sobą błękitom nieba i Jeziora Michigan. Najlepsze widoki zapewnią nam tarasy widokowe Willis Tower (dawniej Sear's Tower). Nie są to zwykłe tarasy, ale tarasy ze szkła! Niektórym mrożą krew w żyłach, tym bardziej, że jakiś czas temu jeden z tarasów pękł i pojawiła się na nim pajęczyna. Niby się nie zarwał, ale takie zdarzenie zawsze pozostawia uczucie strachu.


Widoki z Willis Tower


Ja i mój bliźniak na szklanym tarasie.
2. Różnorodność architektury sprawia, że to miasto ma klimat

Znowu zacznę tym samym zdaniem: Chicago to nie tylko typowe dla Stanów wieżowce, ale też klimatyczne dworce, szerokie place, urokliwe uliczki "pocięte'' rzeką Chicago i wymyślne pomniki. Moja ulubiona rzeźba to ta dosyć nowa, znajdująca się niedaleko Parku Milenijnego, potocznie zwana "The Bean" (Fasolka), a tak naprawdę The Cloud Gate czyli Brama Nieba. Z zamierzenia miała symbolizować rtęć, tylko mało osób o tym wie, kojarząc ją właśnie z fasolką.






3) Zieleń i spokój oraz bulwary
Rzeka Chicago i odcinające się od miasta bulwary z wieżowcami w tle tworzą niesamowity klimat. Nie słychać tutaj zgiełku miasta, nie widać jego pędu. Czujemy się jakby w zupełnie innym mieście. Najlepiej przejść się po bulwarach przy zachodzi słońca, kiedy promienie odbijają się i w wieżowcach i w wodzie.



Chicago ma jeszcze jedną wielką zaletę. Jest to centrum północnych Stanów i może stanowić świetną bazę wypadową do miejsc takich jak: park rozrywki Cedar Point czy Detroit, o którym pisałam tutaj. 

Mimo, iż moim  numerem 1 w USA wciąż pozostaje Nowy Jork to zdecydowanie polecam również Chicago - podczas naszego pobytu nie było aż tak wietrznie:)




Jeżeli wpis okazał się przydatny, albo po prostu Ci się spodobał, nie wahaj się i zostaw like'a na FB/followuj na Insta/ skomentuj poniżej. Twoja reakcja na to co robię bardzo mnie ucieszy :) Dziękuję!

https://www.facebook.com/Korpopirania-blog-499040603590564/https://www.instagram.com/korpopirania_blog/

Share:

niedziela, 11 czerwca 2017

To tylko kamienie! Tajemne moce Stonehenge.

To tylko kamienie... wiele razy słyszałam to stwierdzenie przed moją wizytą w Stonehenge. Całe szczęście nigdy w podróży nie kieruję się odradzaniem innych, ale o atrakcyjności miejsca lub jego braku przekonuję się na własnej skórze. Tak było i tym razem. Tym bardziej, że wycieczka z powodu jakiejś wcześniejszej niedogodności na kursie językowym była darmowa. Ja to mam farta ;)

  
Ale co to tak właściwie jest?
Tak naprawdę nie wiadomo. To miejsce to jedna wielka zagadka. Przypuszcza się, że 3 tysiące (tak tak, 3 tysiące!) lat PRZED NASZĄ ERĄ kamienie zostały tutaj sprowadzone (w jaki sposób też nie wiadomo) z oddalonej o paręset kilometrów Walii. Niektórzy twierdzą, że wodą (dzięki połączonym ze sobą balom), inni, że zostały one przypchnięte, jeszcze inni, że przeniósł je tutaj za pomocą tajemnych mocy pewien czarodziej.
Nie wiadomo też w jakim celu postawiono te kamienie. Teorii jest wiele. Mogło to być sanktuarium Słońca i Księżyca oraz miejsce kultu religijnego. Potwierdzeniem miałyby być umieszczone w sąsiedztwie nagrobki. Dużo wskazuje też na to, że był to swoistego rodzaju kalendarz i punkt astronomiczny. Mimo trwających od wielu lat badań, żadnej teorii nie potwierdzono.





Dlaczego warto odwiedzić Stonehenge?
Mimo, iż są to tylko kamienie porozrzucane na pustkowiu, Stonehenge to miejsce magiczne. Może za bardzo wsłuchałam się w legendy i przypuszczenia, sama szukając w tym jakiegoś wyjaśnienia. Może pogoda która tego dnia była bardzo wietrzna i burzowa lub brak zwierząt i roślinności w pobliżu (możliwe, że z powodu wysokiego namagnetyzowania miejsca) sprawiły, że czułam się tam jakby otoczona tajemnymi mocami. Sam fakt, że dawniej do kręgu mieli wstęp tylko wybrani, co zresztą również jest niepotwierdzone, sprawia, że czujesz się wyjątkowo.



Jak tam dotrzeć i ile to  kosztuje?
Obecnie Stonehenge wygląda zupełnie inaczej niż parę wieków temu. Warunki atmosferyczne, turyści, a także inne niewyjaśnione zjawiska sprawiły, że kamienie uległy zniszczeniu i tylko w niewielkiej części odzwierciedlają pierwotny kształt kręgu. 
 
Z obawy przed dalszymi zniszczeniami, liczba turystów i czas otwarcia tajemniczego miejsca zostały ograniczone. Żeby odwiedzi ten Cud należy się zarejestrować na stronie stonehenge.co.uk , a także sprawdzić aktualne godziny otwarcia.

Dojazd jest bardzo prosty. Z Londynu najlepiej jest dotrzeć autobusem z Victoria Station już od 7GBP w jedną stronę. Tanich połączeń możecie szukać na goeuro.com lub na bezpośrednich stronach przewoźników. Na wstęp należy przeznaczyć kolejne 15 GBP. Trochę dużo, ale warto!

To co, macie ochotę na trochę magii?:)


Jeżeli wpis okazał się przydatny, albo po prostu Ci się spodobał, nie wahaj się i zostaw like'a na FB/followuj na Insta/ skomentuj poniżej. Twoja reakcja na to co robię bardzo mnie ucieszy :) Dziękuję!

https://www.facebook.com/Korpopirania-blog-499040603590564/https://www.instagram.com/korpopirania_blog/

Share:

wtorek, 23 maja 2017

Nie muszę być perfekcyjna... o zgubnym dążeniu do ideału.

Jak wielu z Was wie, zresztą nie trudno domyślić się po nazwie bloga, pracuję w korpo. Na co dzień staram się być perfekcyjna w tym co robię: dokładnie wszystko analizuję czy podliczam koszty, żeby nie popełnić jakiegoś olbrzymiego błędu, który będzie kosztował moją firmę majątek. Bycie perfekcyjnym jest nam wpajane od małego (dobre oceny w szkole, zaliczenia na studiach), ale także my sami będąc najsurowszymi komentatorami naszych działań wymagamy od siebie więcej i więcej. I tak nasze życie staje się pełne perfekcjonizmu, ale też stresu, niezadowolenia i patrzenia bardziej na pustą połowę szklanki, bardziej niż na pełną.


Ostatnie wydarzenia związane z przygotowaniami do Australii zmusiły mnie do spojrzenia na swoje życie z boku. Wtedy też zobaczyłam, że rzecz, która miała mi sprawiać tyle radości, długo wyczekiwane marzenie, stało się moim zmartwieniem.

A słowem klucz stało się właśnie słowo NAJ.

Najpierw zdecydowałam się na kupno biletów, które wydawały mi się NAJtańsze. Jakie było moje rozczarowanie kiedy tydzień później Qatar rzucił jeszcze tańsze bilety i to NAJkrótszą trasą. A ja? Zamiast taniej linii i szybkiej podróży, do kupienia mam jeszcze loty z Wawy do Londynu. Siedzę sprawdzam podliczam... Ufff moja linia gwarantuje darmowa wizę, dojazd, posiłki i nocleg w Chinach na przesiadce. Całe szczęście Qatar coś pominął i jest gorszy.



Lecimy dalej

Błąd! Błąd w liniach lotniczych! Udaje nam się kupić bilety o 300 złotych tańsze na głowę na loty wewnętrzne, ale co to? Kolejny błąd! Mogę obniżyć o kolejne 1200 na głowę. Tylko... Jestem w pracy.. nie mam jak kupić... I zamiast cieszyć się z okazji, którą udało mi się wyrwać przeżywam że nie wyrwałam jeszcze więcej. Człowiek jest jednak głupi...


A na wyjeździe? 

Szybko, bo nie zdążymy na samolot, szybko bo nie zdążymy wszystkiego zobaczyć. No bo co jeśli ktoś ze znajomych się nas zapyta o miejsce, którego nie zdążyliśmy zobaczyć? Nie będziemy NAJ! I tak trudno się zrelaksować, wyciszyć, wylączyć i później z nowymi siłami wrócić.

I nie daj Bóg jak zadzwonią z pracy... Bo wtedy już na pewno okaże się, że zawaliłam, że coś zrobiłam źle. Chociaż w sumie jak nie dzwonią to też się pomartwię, bo na pewno czegoś nie zamknęłam!

Oszaleć można z tą perfekcyjnością! Okazuje się że lepiej wcale nie wyjeżdżać..

Takie czasy, że trzeba być NAJ, bo inaczej inni nas przescigną i ucierpi naszą ambicja...
Ja nad sobą staram się pracować, ale zdaje mi się, że nadal więcej we mnie biurowej Korpo niż wakacyjnej Piranii.

I mam tylko nadzieję, że będą jeszcze te tanie bilety po Australii, żebym mogła Wam jednak powiedzieć że jestem NAJ. 

Albo nie. Nic nie powiem! Raz nie muszę być;)


Jeżeli wpis okazał się przydatny, albo po prostu Ci się spodobał, nie wahaj się i zostaw like'a na FB/followuj na Insta/ skomentuj poniżej. Twoja reakcja na to co robię bardzo mnie ucieszy :) Dziękuję!

https://www.facebook.com/Korpopirania-blog-499040603590564/https://www.instagram.com/korpopirania_blog/

Share:

poniedziałek, 15 maja 2017

Asia Psycholka - godzina w Katowicach - czy one naprawdę są brzydkie?

"Asia, Ty psycholko!" zawołała Justyna, kiedy wróciłam z krótkiego spaceru po mieście, po wielogodzinnym dniu pracy wcześniejszego dnia i 2 godzinach snu w nocy. Tak, jeżeli chodzi o podróże i zwiedzanie, potrafię być psycholką.
O Katowicach słyszałam wiele, niestety wiele złego: że są szare i depresyjne. Musiałam się więc przekonać ile prawdy jest w stwierdzeniu, że są one po prostu brzydkie. Psycholka Asia nie musiała jednak długo namawiać Justyny, która za chwilę stała się Psycholką Justyną i poszła ze mną zwiedzać:)


Przed nami był kolejny dzień pracy. Na zwiedzanie nie miałyśmy dużo czasu - zaledwie 40 minut. Zdecydowałyśmy się zatem  na zwiedzanie centrum.
Jak można poznać miasto w 40 minut? No nie można... jedynie "liznęłyśmy" centrum Katowic. Oto kilka subiektywnych opinii po dosłownie szczypcie spędzonego tam czasu:

1) Katowicki Rynek - fajny plac z niewykorzystanym potencjałem
Czy Katowice mają rynek? Oczywiście, że tak! Poznamy go po dużym placu i Teatrze Śląskim im. Wyspiańskiego, stojącym na samym środku. Sam plac ma w sobie duży potencjał - idealnie pasowałyby tutaj klimatyczne kafejki i trochę zieleni. Niestety na obecną chwilę znajdziemy tam tylko kilka kwiaciarni. Mimo to, przy wychodzącym zza chmur słońcu, plac i górujący nad nim Teatr  prezentowały się się całkiem przyzwoicie.


2) Katowice nie są pozbawionych uroczych kamieniczek.
Kojarzyłam Katowice z szarymi blokami, a tutaj niespodzianka! W pobliżu rynku znajdziemy kilka urokliwych kamieniczek. Na dole większości kamienic znajdują się sklepy lub odbywają się remonty. Ale zdjęcie zawsze można zrobić bez takowych w tle;)


3) Brak lodów :(
Rynek, centrum... i na myśl przychodzi jedno- lody! No bo jak zwiedzać nowe miejsca w słoneczny dzień, kiedy nie ma lodów? Taki zawód! W całym centrum nie znalazłyśmy ani jednego miejsca z lodami! No nie licząc Żabki. Widać, że władze i lokalni właściciele nie pomyśleli o turystach z dziećmi czy chociażby swoich własnych rodzinach, których łatwo by było zachęcić do odwiedzenia rynku właśnie przez taką prostą rzecz jak lody. Ile razy słyszeliśmy przecież od rodziców "chodź na spacer, kupię Ci lody"? :P Może, w okresie letnim miasto zadba o ten jakże ważny, wręcz obowiązkowy, punkt wypraw, nie tylko Korpopiranii.

4) Szarość ma swój urok

Katowice udowadniają, że szare, ciężkie budowle mogą mieć swój urok. Znalazłam parę ulic i kościołów wartych sfotografowania. Szare nie musi być nudne!;)




Podsumowując: chociaż samo centrum nie należy do najpiękniejszych jakie widziałam w życiu i choć prywatnie nie pojechałabym tam na weekend wypocząć, to jednak przejeżdżając w pobliżu Katowic, na pewno warto się zatrzymać i tutaj zajrzeć. Pamiętajcie oczywiście, żeby wyposażyć się w lodówkę z lodami;)

Jeżeli macie inne opinie o Katowicach, podzielcie się nimi w komentarzach ;)

Jeżeli wpis okazał się przydatny, albo po prostu Ci się spodobał, nie wahaj się i zostaw like'a na FB/followuj na Insta/ skomentuj poniżej. Twoja reakcja na to co robię bardzo mnie ucieszy :) Dziękuję!

https://www.facebook.com/Korpopirania-blog-499040603590564/https://www.instagram.com/korpopirania_blog/

Share:

piątek, 5 maja 2017

Jak tanio zachwycić się Barceloną - obniżamy koszty 4 dniowego wyjazdu

Jest cudowna, niesamowita, jedyna w swoim rodzaju! Każdy, kto przynajmniej raz był w Barcelonie, na pewno zgodzi się z tym stwierdzeniem. W wielu przewodnikach znajdziecie przydatne informacje o niezwykłych miejscach i zabytkach, które należy zobaczyć w Barcelonie. Ja postanowiłam nie powielać tego, co możecie znaleźć w innych źródłach, ale napisać jak ugryźć Barcelonę, żeby było tanio, albo przynajmniej taniej.



HOSTEL, a może HOTEL?

Wszyscy, którzy szukają noclegu w Barcelonie, wiedzą jedno - jest drogo. Nawet, jeżeli jesteś osobą otwartą na nowe znajomości i nieobawiającą się o własne bagaże, trudno Ci będzie znaleźć hostel poniżej 70zł (booking.com na dzień 5.5.2017, pokój 10 osobowy). Znalezienie taniego noclegu w tym pięknym katalońskim mieście jest jednak możliwe. Do tej pory nie polecałam wyjazdów z "biur podróży". Jednak w przypadku Barcelony dobrym rozwiązaniem może okazać się wizztours.com, czyli oferta Wizzair'a łącząca loty, nocleg i ubezpieczenie podróży. Jeśli dobrze poszukamy możemy znaleźć ciekawą ofertę i spać w dwuosobowym hotelu, a nie 10 osobowym hostelu. My znalazłyśmy fajną ofertę z Warszawy za 550 PLN na przedłużony weekend (4 dni - 3 noce). Czasami same loty do Barcelony to koszt rzędu 500 złotych, także ta opcja naprawdę się opłaca. Nasz hotel nie znajdował się w centrum Barcelony, ale bez problemu docierałyśmy do Barcelony pociągiem w 20 minut.




JEDZENIE - pysznie, ale drogo

Nie od dziś wiadomo, że Barcelona jest rajem dla wielbicieli owoców morza. Nasz portfel jakoś przetrzyma jeden czy dwa posiłki w restauracji, jednak nasze fundusze na pewno się uszczuplą przy większej ilości wizyt. Co zrobić, gdy mamy ograniczony budżet, a nie chcemy chodzić z burczącym brzuchem? Idealnym rozwiązaniem są miejsca typu ALL YOU CAN IT. W Barcelonie jest ich naprawdę sporo. Najtańszym miejscem, jakie udało mi się namierzyć było FrescCo (w linku znajdziecie lokalizacje restauracji w Barcelonie).  Każdego dnia mogłam się stołować za 10 euro i jeść ile dusza zapragnie. A znaleźć można wszystko - od fast foodów typu pizze, przez tradycyjne paelle, po lody i kawę na deser. Wszystko to w cenie 10 euro! Smacznego ;)

Jedzenie w restauracjach jest drogie i ubogie

Już przy deserze:)
All you can eat poniżej 10 Euro, do tego Sangria za 1,5 Euro

Całkiem niezły sposób na TRANSPORT

Barcelona jest miastem "do chodzenia". Przyzwyczajeni do zwiedzania nie powinni mieć problemu, żeby przemierzyć Barcelonę na piechotę. Co więcej, polecam ten sposób zwiedzania, bo natknąć się możemy na naprawdę interesujące uliczki lub kafejki, które na pewno przeoczylibyśmy jadąc metrem. Dla tych jednak, którzy preferują dojazd, mam również dobrą wiadomość. Podróżowanie transportem publicznym nie zabije naszych kieszeni o ile wybierzemy kartę T-10, czyli kartę na 10 przejazdów. Podróżujemy kiedy chcemy i gdzie chcemy w obrębie 1 strefy. Za T-10 zapłacimy 10 euro, a karta, jeśli dobrze zaplanujemy zwiedzanie, może starczyć na cały wyjazd.

UWAGA! Jeżeli podróżujecie na lotnisko EL PRAT to trzeba wykupić specjalny przejazd na lotnisko. Nie ważne, że bramki przepuszczą Was na karcie T-10, a pociąg zatrzyma się właśnie na docelowej stacji. Przy wyjściu na lotnisko znajdują się jeszcze jedne bramki, pilnowane przez strażników, jeżeli wcześniej nie zainwestowaliście w specjalny bilet lub po prostu nie wiedzieliście, że zwykły bilet nie uprawnia Was do wejścia na lotnisko, to musicie zapłacić podwójnie, kupując bilet przy strażnikach. Ja niestety musiałam zapłacić podwójnie. Na nic zdały się moje błagania i tłumaczenia, że mam ważny bilet. Nie chcieli mnie przepuścić, co więcej wezwali dodatkową ochronę... Ah ta Hiszpania.. (w którym kraju sprzedają bilety na lotnisko, które nie obowiązują na lotnisku...? tylko w Hiszpanii...). Także uczcie się na moich błędach ;)



Barcelona to cudowne miasto, ale drogie. Można jednak pokombinować, żeby obniżyć koszty wyjazdu. Mi, stosując powyższe porady udało się zamknąć w granicach  800 zł ze wszystkim na 4 dni. Jak na Barcelonę, to i tak nieźle. Mam nadzieję, że wpis pomoże i Wam ograniczyć wydany hajsik podczas Waszych podróży :)



Jeżeli wpis okazał się przydatny, albo po prostu Ci się spodobał, nie wahaj się i zostaw like'a na FB/followuj na Insta/ skomentuj poniżej. Twoja reakcja na to co robię bardzo mnie ucieszy :) Dziękuję!

https://www.facebook.com/Korpopirania-blog-499040603590564/https://www.instagram.com/korpopirania_blog/

Share:

środa, 12 kwietnia 2017

Jak tu drogo! Jak tu pięknie! "Must do" w Amsterdamie


Amsterdam to miasto, którego się nie zapomina...
Jak tam drogo! - takie były moje pierwsze słowa przy szukaniu noclegu.
Tak to jest, kiedy najpierw się kupi tanie bilety, a później dopiero sprawdzi hotel i koszty pobytu. Nocleg za 150 zł w pokoju 30 osobowym to chyba lekka przeginka. Całe szczęście booking.com pomyliło się na naszą korzyść i pokój dwuosobowy mieliśmy w całkiem znośnej cenie - 100zł od osoby za noc. Ale Amsterdamu nie zapomina się nie tylko ze względu na ceny. Amsterdam to miasto, które naprawdę warto odwiedzić. Kanały, urocze domki, klimatyczne ulice... tam po prostu chce się być. Dzisiaj pierwszy z wpisów, które dla Was mam odnośnie Holandii - 3 rzeczy, które oprócz oczywistych, wymienianych w przewodnikach, trzeba zrobić w Amsterdamie.

 1) Spacer po Jordaanie. 
Obowiązkowy punkt dla wszystkich piechurów. Jest to dawna pracownicza dzielnica Amsterdamu, w której mieszkała głównie biedota i prześladowani. W XX wieku upodobali sobie ją artyści, a większość pracowników uciekła do podamsterdamskich miejscowości. Obecnie pełna jest uroczych knajpek, ulicznych targów, pięknych domków i artystów. Dzięki temu tutaj naprawdę można wypocząć, a na najpopularniejszym pchlim targu na Jordaanie - Noodermarkt- można spróbować lokalnych przysmaków. 



2) Odwiedzenie Muzeum Sera
Będąc na Jordaanie nie powinniśmy pominąć Muzeum Sera, które znajduje się naprzeciwko domu Anny Frank, a wstęp do niego jest całkowicie bezpłatny. W przewodnikach nie znalazłam o nim wzmianki, może dlatego, że tak naprawdę jest to jeden ze sklepów oferujących wszelkiego rodzaju sery. Darmowe wejście, możliwość spróbowania każdego z dostępnych serów, bez konieczności kupowania, a także atrakcje takie jak wtajemniczenie w produkcję sera lub możliwość zrobienia sobie zdjęcia w śmiesznych przebraniach wywarło na nas bardzo miłe wrażenie. 



3) Dzielnica Czerwonych Latarni wieczorową porą
O tym miejscu przeczytać możemy w każdym przewodniku, często na pierwszej pozycji miejsc do odwiedzenia. Zazwyczaj jednak przewodniki rozpisują się o tych bardziej rozpustnych celach wizyty, czyli zobaczenie kobiet w witrynach i coffee shopy. Dzielnica i jej rejony ma jednak do zaoferowania o wiele więcej niż erotyczne doznania. W pobliżu jest mnóstwo fajnych pubów, turyści i lokalsi mieszają się ze sobą na ulicy, ktoś siedzi na krawężniku z piwkiem w ręku.  Wszyscy zaczepiają, śmieją się. Można znaleźć tanie jedzenie (kebaby, frytki, gofry, popularne w Holandii słodycze). Taki trochę jarmark, odpust, ale z super klimatem.


Do Amsterdamu wróciłam bardzo szybko, bo ze względu na zobowiązania służbowe już w kolejny weekend. Jeździłabym tam co tydzień, chociażby poszwendać się uliczkami, gdyby nie było tak drogo. Zachęcam Was do odwiedzenia tego miasta, a już niedługo kolejne sekrety Amsterdamu i Holandii:)


Jeżeli wpis okazał się przydatny, albo po prostu Ci się spodobał, nie wahaj się i zostaw like'a na FB/followuj na Insta/ skomentuj poniżej. Twoja reakcja na to co robię bardzo mnie ucieszy :) Dziękuję!

https://www.facebook.com/Korpopirania-blog-499040603590564/https://www.instagram.com/korpopirania_blog/

Share: