niedziela, 26 lutego 2017

Miasto studentów, magii i czarodziejów - Oxford za 10 zł

Pewnie powiecie: "I znowu ta Anglia". Ona chyba nigdzie więcej nie jeździła. No, ale co ja zrobię, że tak ukochałam sobie Anglię i chciałabym pokazać Wam więcej niż standardowy Londyn?:) Mam nadzieję, że odpoczęliście po feriach, bo dzisiaj zabieram Was do szkoły! I to nie byle jakiej, bo do Oxfordu.


#zhistorią #niesamowity #klimatyczny #niezapomniany #studencki
Tak właśnie można opisać Oxford. Jednym słowem CUDOWNY! Jeden z najstarszych i najbardziej znanych Uniwersytetów, oddalony jest zaledwie o 1,5 godziny od Londynu, a jego klimat i architektura na długo pozostają w pamięci. 
Ale po co tu przyjeżdżać? Przede wszystkim dla budynków uniwersyteckich, których historia zaczyna się już w Xw. Ale Oxford to nie jest jeden budynek jak wielu ludziom się wydaje. Oxford University składa się z wielu wydziałów i niezależnych od siebie kolegiów. Liczba historycznych budynków jest tu zatem naprawdę imponująca. Większość z nich można zobaczyć również w środku - należy jedynie wcześniej sprawdzić godziny otwarcia. Mury Oksfordzkiego Uniwersytetu posłużyły jako sceneria wielu filmów, w tym również o Harrym Potterze. 



Jednym z bardziej charakterystycznych budynków Oxfordu jest Radcliffe Camera - rotunda, która pierwotnie miała służyć jako biblioteka. Obecnie jest ona jedynie czytelnią, niestety niedostępną do zwiedzania. Zaraz obok znajduje się University Church of St. Mary the Virgin - kościół uniwesytecki z wieżą z najlepszym widokiem w Oxfordzie ( wejście do kościoła jest bezpłatne, na wieżę 4GBP).
Tych budynków uniwersyteckich do zwiedzania jest naprawdę mnóstwo i ciężko wszystkie wymienić. Będąc w Oxfordzie wchodźcie wszędzie, gdzie się da, nie pomijając też takich miejsc jak Magdalen College,  Exeter College czy Oxford Town Hall.






Wnętrze jednego z wydziałów
Ale Oxford to nie tylko zabytkowe mury Uniwersyteckie. Oxford to również centrum życia i rozrywki (studenci muszą się przecież jakoś relaksować w czasie wolnym od zajęć ;) ) Najpopularniejszą ulicą jest High Street - pełna sklepów, kafejek i ulicznych artystów.

Ruchliwa High Street widziana z autobusu.



Jak dotrzeć?
Kiedy uda się Wam już złapać tanie loty do Londynu, warto poświęcić jeden lub dwa dni na odwiedzenie Oxfordu. Do Oxfordu najtaniej jest wybrać się autobusem. Autobusy startują z Victoria Coach Station, a podróż trwa tylko 1,5h.  Najlepsze jest to, że bilety do Oxfordu można dostać już od 5zł w jedną stronę np. na stronie busbud.com.W ten sposób za 10 zł możemy zorganizować sobie jednodniową wycieczkę z Londynu do Oxfordu. Jeżeli jednak ktoś chciałby zostać na noc to można wynająć pokój w hostelu za 70zł ze śniadaniem (hostelworld.com).


Naprawdę polecam!


Jeżeli wpis okazał się przydatny, albo po prostu Ci się spodobał, nie wahaj się i zostaw like'a na FB/followuj na Insta/ skomentuj poniżej. Twoja reakcja na to co robię bardzo mnie ucieszy :) Dziękuję!

https://www.facebook.com/Korpopirania-blog-499040603590564/https://www.instagram.com/korpopirania_blog/

Share:

środa, 8 lutego 2017

Krótka historia o tym, jak trafiłam na "Czarną Mszę"

Dzisiejszą historię zna już wielu moich znajomych, bo z chęcią o niej opowiadam. Z życzliwością jaką otrzymałam tego dnia, nie spotkałam się od bardzo dawna. 


Jeszcze przed przyjazdem do Stanów, pewnie za sprawą wielu amerykańskich filmów, na swoją listę " TO DO IN USA" wpisałam udział w mszy Afroamerykanów, czyli w potocznie nazywanej przeze mnie "Czarnej Mszy gospel".

Od początku swojego pobytu w Stanach prosiłam swoich czarnych przyjaciół, żeby mnie na nią zabrali, ale słyszałam tylko: "Serio Ty i nasz Kościół?", "Nie nie mam przy sobie garnituru, a bez niego nie mogę iść".

Raz nawet  udało mi się przekonać przyjaciela, żeby ze mną poszedł, by czuć się bezpiecznie, ale on... zaspał!

Nie to nie! - pomyślałam- I tak tam pójdę. No i w końcu nastał ten moment! Podczas podróży do Los Angeles trafiliśmy na niedzielę. "Idziemy!" Zdecydowaliśmy. Szybko odnaleźliśmy interesujący nas kościół, spakowaliśmy się w samochód i ruszyliśmy. Im głębiej jechaliśmy, tym bardziej się baliśmy. Biali ludzie stopniowo zaczęli zanikać z ulic. Kiedy zaparkowaliśmy pod kościołem i wyszliśmy z samochodu otaczali nas już tylko czarni, którzy ostentacyjnie zaczęli się na nas lampić. Wszyscy jakby na trzy cztery. "Uciekajmy" - szepnęłam do mojego brata i koleżanki Justyny, pierwszy raz w życiu bojąc się tych cudownych ludzi jakimi są czarni. Ale to był ten moment, kiedy mój brat tupnął nogą: "Tyle marudziłaś, tyle przejechaliśmy, a Ty chcesz się wycofać? Wchodzimy!". 


Usiedliśmy w ostatniej ławce. W kościele zapanowała cisza. Byliśmy jedynymi białymi osobami, a ja wciąż  nie byłam pewna czy dobrze zrobiliśmy. I wtedy pastor wszedł na ambonę (msze mają zupełnie inny charakter i obrzędowość niż w kościele katolickim -  składają się głównie ze słów pastora i przytakiwaniach zgromadzonych) i powiedział: "Widzę, że mamy nowych wiernych w Domu Bożym, dalej, przywitajmy ich" i wtem ku naszemu zdziwieniu wszyscy zaczęli wychodzić z ławek, podchodzić do nas, przytulać nas i mówić "Dziękuję, że jesteś siostro". Było to coś niesamowitego. Ci ludzie z tej radości prawie nas zgnietli, ale było to naprawdę cudowne!

Msza była niesamowita. Ksiądz MÓWIŁ do wiernych, nie paplał od rzeczy, żeby odbębnić swoje. Nawiązywał do Słowa Bożego, do codziennych trudów tych biednych ludzi, a oni ochoczo potwierdzali, że dobrze gada ( co chwilę spontanicznie podnosiła się jakaś osoba wykrzykując "YEAAAAh, that's right", machając rękami, odczyniając swoistego rodzaju taniec.


Ale to nie koniec! Zwieńczeniem, były cudowne pieśni gospel, które co chwilę śpiewaliśmy (przynajmniej próbowaliśmy) ze łzami w oczach lub już pod koniec ja z Justyną rycząc ze wzruszenia na całego.

W takich warunkach naprawdę nie trudno jest odczuć obecność Boga. Powiem więcej, i ateista by zaczął wierzyć. A wystarczy tak niewiele: ciepło, radość i zrozumienie dane drugiemu człowiekowi, żeby po ludzku SIĘ CHCIAŁO. Czemu u nas w kościołach nie możemy wziąć z nich przykładu?

/ Ze względu na szacunek innej religii i kultury, nie robiłam zdjęć w miejscu kultu religijnego. Zdjęcia opublikowane w tym wpisie nie są moją własnością, ale zostały wzięte z nycgo.com/


 
Jeżeli wpis okazał się przydatny, albo po prostu Ci się spodobał, nie wahaj się i zostaw like'a na FB/followuj na Insta/ skomentuj poniżej. Twoja reakcja na to co robię bardzo mnie ucieszy :) Dziękuję!



https://www.facebook.com/Korpopirania-blog-499040603590564/https://www.instagram.com/korpopirania_blog/

Share:

sobota, 21 stycznia 2017

San Francisco - fotograficzna opowieść dlaczego zostawiłam tam serce

Pogoda płata nam figle - co chwila się zmienia! A to śnieg, a to deszcz... Nic tylko siedzieć w domu! A ja nawet podczas takiej niepogody, jak na prawdziwą Korpopiranię przystało, nie mam czasu pisać... ale dzisiaj obiecałam sobie, że nie wiadomo do której będę siedziała coś opublikuje. I tak rozmyślając o tej pogodzie stwierdziłam, że idealny miejscem na dzisiejszy mżawkowy wieczór będzie... San Francisco - miasto wzgórz, wiatru i niesamowitych widoków.

San Francisco to miasto, którego nie trzeba zwiedzać z mapą. Tam każda ulica jest magiczna i godna opisania. Ale ponieważ ten wpis miał być relacją foto, to powstrzymam się przed dalszym pisaniem i przejdę do konkretów.

1) Golden Gate
Nie trzeba zbytnio komentować tego miejsca. Każdy kto jedzie do San Francisco umieszcza Złotą Bramę na samej górze pozycji do zobaczenia. I nic dziwnego! Ten most wygląda cudownie z każdej strony! Zdecydowanie polecam dotarcie tam na piechotę od strony oceanu, przez wzgórza. Kawałek drogi jest, ale za to widoki - niezapomniane!




2) Fisherman's Wharf i Pier 39
Jeżeli chcecie spędzić dzień obserwując ocean i kosztując jego dobroci, nie rezygnując jednak z dynamicznego życia miasta, to  Fisherman's Wharf jest dzielnicą właśnie dla Was. Dużo sklepików, knajpek, restauracyjek, gdzie można skosztować dopiero co wyłowionych owoców morza, z widokiem na Alcatraz, a także poobcować z lwami morskimi z Pomostu 39, czy artystami plątającymi się pod nogami.





3)Alcatraz
Któż z nas nie słyszał o jednym z najsłynniejszych więzień świata? Dzisiaj już nieczynne, ciągle budzi duże zainteresowanie wśród turystów, a to ze względu na możliwość odwiedzenia więziennych murów. Uwaga! Zabookujcie bilety przez Internet! My tego nie zrobiliśmy i niestety mogliśmy podziwiać Alcatraz tylko z zewnątrz, bo wszystkie bilety były wykupione. 
Nie popełnijcie tego błędu!



4) Przejażdżka starym tramwajem.
Górzyste tereny San Francisco utrudniają zwiedzanie na piechotę. Tym bardziej zmęczonym albo tym, którzy chcą przeżyć coś niecodziennego jest przejażdżka starym tramwajem. Czasami w środku jest tyle ludzi, że ciężko się do niego dostać. Jeśli jest się miłym, jadący tramwajem skulą się, żebyś  miał miejsce. Jeśli nie, zapomnij o wejściu na pokład ;)



 6) Serca San Francisco
Symbolem San Francisco są serca malowane co roku przez innych artystów, a następnie sprzedawane na aukcji. Inspiracją instalacji była piosenka Tony'ego Benett'a " I left my heart in San Francisco" Nie trudno zrobić sobie z nimi zdjęcie, bo są wszędzie!


7) Painted Ladies i pagórkowaty teren San Francisco
Pisałam o tym, że San Francisco można zwiedzać "na ślepo", bez mapy. A wszystko to za sprawą  kobiet San Francisco, mowa tutaj oczywiście o charakterystycznych domkach - Painted Ladies, a także pagórkowatemu terenowi miasta. To właśnie dzięki nim, nie ważne gdzie się znajdujemy, i tak jest pięknie :) 



8) Twin Peaks
Na koniec prawdziwa wisienka na torcie. 282 m nad San Francisco unoszą się dwa bliźniacze wzgórza - Twin Peaks. Warto wybrać się tam nocą, bo widok miasta zatyka dech w piersiach. Niestety mój aparat nie sprawdził się w tych warunkach i nawet w części nie ukazuje tego niesamowitego widoku.



A na koniec zostawię Wam słowa piosenki i życzenia, żebyście wpadli kiedyś z wizytą do tego cudownego miasta ;)

I left my heart in San Francisco.
High on a hill it calls to me
to be where little cable cars
climb halfway to the stars!



 Jeżeli wpis okazał się przydatny, albo po prostu Ci się spodobał, nie wahaj się i zostaw like'a na FB/followuj na Insta/ skomentuj poniżej. Twoja reakcja na to co robię bardzo mnie ucieszy :) Dziękuję!

https://www.facebook.com/Korpopirania-blog-499040603590564/https://www.instagram.com/korpopirania_blog/

Share:

piątek, 6 stycznia 2017

Jeść czy nie jeść - subiektywna opinia o ulicznym jedzeniu w Tajlandii i Maroko

Ci co wyjeżdżają do bardziej egzotycznych miejsc i zamierzają stołować się w miejscach innych niż hotelowa restauracja zadają sobie często pytanie: jeść czy nie jeść na ulicach? Wiadomo, że zarówno Tajlandia i Maroko słyną z ulicznego jedzenia - Maroko z wielu ulicznych restauracji składających się czasami ze stolika i jednej ławeczki, Tajlandia ze stoiska, gdzie można rozłożyć się z kocykiem lub przysiąść na krawężniku. Ja, dosyć wybredna jeżeli chodzi o jedzenie (nie jem mięsa), również zadawałam sobie to pytanie. Dodatkowo nie szczepiłam się, co również przyczyniło się do wzmożonych poszukiwań przed wyjazdem z nadzieją na jakieś mądre rady. Pomyślałam więc, że i Wam przyda się parę słów na ten temat.


Tajlandia -pyszne i tanie uliczne jedzenie
PYSZNIE. To określenie można słyszeć od wielu osób odwiedzających Tajlandię. Tajlandia to bogactwo smaków - Pad Thai różnego rodzaju, kurczaki na patykach, owoce morza, owoce, warzywa, a wszystko to po mega niskich cenach! Aż dziw bierze, że u nas potrawa za którą w Tajlandii zapłacilibyśmy 2 złote, tutaj kosztuje 20-40 zł (np Thaisty). Przebitka więc spora.


Jednak gdzie te pyszne jedzenie znaleźć? Tutaj osoby z którymi rozmawiałam miały podzielone opinie. Ja jedzenia w restauracji w Tajlandii spróbowałam tylko raz - od razu po wyjściu z lotniska, ponieważ czekaliśmy na zameldowanie w hotelu i chcieliśmy skorzystać z klimatyzacji, która była w restauracji. Nigdy więcej nie popełniliśmy tego błędu i stołowaliśmy się tylko na ulicy.

Oczywiście jedząc na ulicach trzeba przestrzegać paru reguł.  Pierwsza i chyba najważniejsza - jeść tylko tam gdzie jedzenie przygotowują na twoich oczach. Jest to gwarancja, że wszystko jest świeże, a Ty sam widzisz z czego Twoje danie jest przygotowywanie (a przynajmniej możesz się tego domyślić :P ). Jest wiele miejsc, gdzie Pad Thai leży już gotowy i jest tylko podgrzewany. My staraliśmy się unikać takich miejsc i korzystać z nich tylko podczas wielkiego głodu (i też nam nic się nie stało). Jednak zawsze bezpieczniej jeśli jedzenie robione jest na Waszych oczach.




Zasada druga! Jedz tam gdzie jedzą lokalsi. Wiadomo, że oni wiedzą gdzie jedzenie jest najświeższe i najsmaczniejsze. Swoim złego jedzenia nie dadzą!

A po za tym? Rozkoszuj się pełnią smaków, bo w Polsce mimo iż starają się naśladować kuchnię tajską, to takich pyszności nie uświadczysz!

Maroko - warto poeksperymentować w różnych miejscach


Jedzenie w Maroko ma swoje dwie twarze. Z jednej strony jest orientalne, pełne przypraw i smaku. Z drugiej strony marokańskie restauracyjki odbiegają daleko od standardów znanego nam sanepidu. 
W Maroko stać Cię i na dobre restauracje i na uliczne stragany. Jakość jedzenia zależy od miejsca, w którym się znajdujemy. Zacznę może od tych mniej apetycznych stron Maroko. Dalej od centrum, ale w niemniej ciekawych miejscach, restauracje będą bardziej prymitywne i mniej higieniczne - tych jest najwięcej. Na stole syf: sztućce brudne i rzadko metalowe, chusteczki do wytarcia twarzy z gazety, na gazetach też bardzo często się jadło. No i do tego dochodzi jeszcze... MIĘSO. O ile moi znajomi pozostali niezrażeni wszelkimi higienicznymi niedociągnięciami i ze smakiem pałaszowali pikantne mięsa i niemniej ostre warzywa, to ja widząc to wszystko miałam wielkie opory do zmuszenia się do jedzenia czegokolwiek. Mając dość pieczonych i mocno doprawianych warzyw zdecydowałam się na sałatkę i to był błąd! Pamiętajcie w Maroko zawsze jedzcie pieczone/gotowane dania! Żadnych sałat i surowych warzyw! Ja strasznie cierpiałam.
Miejsca dla lokalnych nie zawsze są dostępne dla turystów. Mimo niektórych wad, warto jednak wybrać się i spróbować tego co orientalne.

Jednak ciężko wyobrazić sobie wycieczkę do Maroko bez jedzenia na olbrzymim  marokańskim targu np. tym w Marrakeszu - Dżemaa El Fna, gdzie stragany kipią mnogością barw i zapachów. Należy jednak uważać na złodziei - podczas kupowania lub jedzenia często dochodzi do kradzieży.

Nocny, kolorowy  targ w Marrakeszu to prawdziwa gratka dla turystów


Słynne ceratki i papiery do jedzenia. Mimo minusów nie ma co rezygnować z orientalnych przysmaków.

W centrum miast znajdziemy restauracje zbliżone standardem do naszych europejskich. Są one zazwyczaj nastawione na turystów. Tylko komu tak naprawdę chciałoby się siedzieć w centrum miasta, kiedy tyle niesamowitych miejsc można zobaczyć poza nim? Dużym plusem w Maroko jest to, że we wszystkich marokańskich restauracjach (bez względu na to czy to uliczna knajpka, czy bardziej cywilizowana restauracja) traktują Cię jak Pana (w końcu jesteś turystą z grubym portfelem). Dochodzi nawet do sytuacji, gdzie właściciele wyganiają lokalnych nawet jedzących klientów, żebyś tylko miał gdzie usiąść.

Panicze w Maroko - jedna z droższych kawiarni w Rabacie... a co stać nas! Dla nas Polaków w Maroko jest naprawdę tanio!

I Maroko i Tajlandia są rajem dla smakoszy. Tylko w końcu co robić- jeść czy nie jeść na ulicy i gdzie się stołować? Ja próbowałam wszędzie po troszku, absolutnie nie bojąc się spożywania posiłków na ulicach. Nie żałuję, ale decyzja należy do Was.

Piąteczka!


Jeżeli wpis okazał się przydatny, albo po prostu Ci się spodobał, nie wahaj się i zostaw like'a na FB/followuj na Insta/ skomentuj poniżej. Twoja reakcja na to co robię bardzo mnie ucieszy :) Dziękuję!

https://www.facebook.com/Korpopirania-blog-499040603590564/https://www.instagram.com/korpopirania_blog/

Share: