wtorek, 8 marca 2022

Portugalia z dzieckiem: czy da się zwiedzić Lizbonę z maluchem?

Do  Lizbony miałam kilka podejść: plany, rozmowy, nawet kupione bilety. Niestety sporo musiałam poczekać zanim dotarłam do stolicy Portugalii. Plany się rozwiały, rozmowy przycichły, a bilety przepadły. Jednak nieustannie wszyscy powtarzali mi jedno: tam jest przepięknie. 


Kiedy podjęliśmy decyzję, że w te wakacje ruszamy do Portugalii, wszyscy pukali się w głowę słysząc nasze plany o odwiedzeniu Lizbony z 21 miesięcznym dzieckiem. Lizbona jest bowiem położona na 7 wzgórzach, a ulice ciagle biegną to w górę, to w dół.
Napisałam nawet do przewodników i blogerów: infolizbona.pl i to oni powiedzieli: "Dacie radę!". No więc ruszyliśmy. I co się okazało? Czy rodzice, którzy nie ćwiczyli zbytnio bicepsów na siłowni, z wózkiem i dzieckiem, które nie może usiedzieć w wózku, ale też nie przebiega codziennie maratonów  dadzą radę? My nie zamierzaliśmy rezygnować z żadnej zaplanowanej dzielnicy Lizbony. Postaram się Wam jak najlepiej opisać, gdzie zajrzeć, co odpuścić, żeby wycisnąć jak najwięcej z tego pięknego miejsca. 

Jeśli chcecie zobaczyć nasze wspomnienia z Lizbony, wpadajcie na  YouTube.



Alfama i Graca - jest stromo, ale nie wolno Wam ominąć (nawet z wózkiem)

Alfama to najstarsza dzielnica Lizbony. Słynie z niezapomnianego klimatu, czarujących kamienic i...stromych ulic. My, ze względu na przyspieszony lot musieliśmy na szybko znaleźć dodatkowe zakwaterowanie. Wypadło na Alfamę. I to był strzał w 10! To prawda, jest tu stromo. Trzeba się namęczyć i napocić, żeby wepchnąć wózek chociażby na punkt widokowy Graca, ale dzięki temu, że tu mieszkaliśmy, mogliśmy w każdej chwili wrócić do mieszkania i odpocząć. Chociaż tak naprawdę nie było takiej konieczności, bo kiedy wdrapaliśmy się na wspomniany Miradouro da Graca, to odpoczywaliśmy w kafejkach, restauracyjkach i innych klimatycznych miejscach, których w Alfamie jest naprawdę sporo. Kiedy dotrzecie już na Graca to możecie odetchnąć, teraz będziecie już w większości schodzić w dół i oglądać najpopularniejsze "punkty" Lizbony, a więc Miradouro de Santa Luzia, Katedrę Se, Portas do Sol, Kościół św. Antoniego. Jeżeli jednak nie planujecie tak jak my mieszkać w Alfamie najlepiej wsiąść do tramwaju 28, podjechać na Graca i schodzić w dół.
 
Zachód słońca na Miradouro de Senhora do Monte

Śniadanie z widokiem na Alfamę

Kolorowe Azulejos zaciekawiły Jasia


Pranie - typowy widok na Alfamie

Bairro Alto- artystyczna i barwna dzielnica do zobaczenia dniem i posmakowania nocą 

Kolejna dzielnica z niezwykłym klimatem. Trochę mniej stroma niż Alfama, a z podobną zabudową: stare kamienice, knajpy, jeszcze więcej restauracji. Kolejna, w której mieszkaliśmy i którą pokochaliśmy od początku. Jest to mniej "rodzinna" dzielnica ze względu na liczne puby, bary i imprezy. Podczas naszego pobytu nie było dużo turystów, a i imprezy nam za bardzo nie przeszkadzają. Tym, co wolą jednak ciszę nocą polecam zatrzymanie się w innym miejscu i odwiedzenie Bairro Alto za dnia. Podobnie jak w Alfamie najlepiej zabłądzić tu w labiryncie uliczek, przysiąść  na ławeczce na Miradouro de Sao Pedro de Alcantara z przepięknym widokiem na Alfamę, czy na kieliszeczek winka na jednym z najpiękniejszych skwerów Lizbony Largo do Como, które co prawda leży już w dzielnicy Chiado, ale tak naprawdę jest tylko kilka kroczków od Bairro Alto.

Flagi i girlandy są co krok w Bairro Alto
Bairro Alto i my


Kiedy dziecko śpi, trzeba do Bairro Alto dołączyć w inny sposób ;)

Miradouro de São Pedro - przepiękny widok Centrum, Alfamę i Zamek



Za 8 Euro można kupić Lunch Dnia, w który wchodzi zupa, drugie danie, deser, wino i kawa


Wino na Largo do Como

Mój ulubiony plac Largo do Como

Belem - pyszna i płaska dzielnica

No tutaj to już raczej nikt nie powinien mieć problemu :). Dzielnica bardzo łatwa do zwiedzania, nawet z brzdącem przy nodze czy w wózku. Łatwo tu dotrzeć z centrum Lizbony tramwajem nr 15 z Placu da Figueira.  Nie ma tu ostrych wzniesień, a jest sporo do zobaczenia i posmakowania. To tu znajdują się jedne z najpopularniejszych zabytków Lizbony: Pomnik Odkrywców, Torre de Belem czy Klasztor Hieronimitów. Dobrze na zwiedzanie tej dzielnicy poświęcić jeden dzień, żeby na spokojnie sobie wszystko zobaczyć. No i oczywiście posmakować najpopularniejszych portugalskich babeczek, czyli Pasteis de Belem, produkowanych według tajemnej receptury Hieronimitów i... nieziemsko pysznych. Samą kawiarnię poznacie po niebieskim baldachimie i długich kolejkach. Polecam pojawić się wcześnie rano i usiąść w środku. W ten sposób uda się uniknąć stania w kolejce:)


Klasztor Hieronimitów
Najbardziej znana kafejka serwująca Pasteis de Belem



Torre de Belem


Baixa - dla miłośników zakupów, leniuszków, wielbicieli popołudniowych spacerów

Dla tych, co nie za bardzo lubią się męczyć i wspinać z wózkiem do najbardziej stromych dzielnic polecam dzielnicę Baixa, która jest centrum handlowym i turystycznym Lizbony. Znaleźć tu można drogie i tańsze sklepy, restauracje, czy pamiątki. Co nie oznacza, że nie polubiłam tej dzielnicy. Zdecydowanie polecam słynną Rua Augusta, Praca de Comercio znajdujący się na brzegu rzeki Tag, czy Windę Santa Justa, która jest jedną z najstarszych wind w Lizbonie i łączy ze sobą dzienice Baixę i Chiado (jest jedynym pionowym windą miejską - pozostałe bardziej przypominają tramwaje niż windy). 

Praca de Comercio

Winda Santa Justa

Plac Piotra VII i przepiękne filetowe dżakarandy






Różowa ulica

Coś jeszcze?

Oczywiście do zobaczenia jest znacznie więcej! Jeśli tylko starczy Wam czasu i sił polecam Avenida da Liberdade razem z parkiem Edwarda VII (fajne miejsce z placem zabaw dla dzieci), Estrela z Parkiem Gwiazd czy Martim Moniz. 


Jeżeli wpis okazał się przydatny, albo po prostu Ci się spodobał, nie wahaj się i zostaw like'a na FB/followuj na Insta/ skomentuj poniżej. Twoja reakcja na to co robię bardzo mnie ucieszy :) Dziękuję!

https://www.facebook.com/Korpopirania-blog-499040603590564/https://www.instagram.com/korpopirania_blog/


Share:

czwartek, 23 lipca 2020

Z dzieckiem w Bieszczadach, nawet jak pada! - cz.1: Sanok i okolice


Bieszczady - od wielu lat symbol ucieczki przed wielkomiejską dżunglą. Któż z nas nie powiedział: "rzucam wszystko i jadę w Bieszczady". My właśnie rzuciliśmy i pojechaliśmy tam na 5 dni. O dziwo, kiedy oznajmiłam, że jedziemy z Jasiem w Bieszczady, słyszałam od wielu osób, że nudno, że nie ma co robić, że tak naprawdę to nie są góry, a tak w ogóle, pogoda będzie słaba.
To jak to jest? Wszyscy chcą rzucać wszystko, a później się okazuje, że nie warto tam jechać? Całe szczęście z pomocą pospieszyli nam Magda i Mateusz (tak, tak, tym razem to nie ja byłam organizatorem wyjazdu). Pokazali nam swoje miejsca w Bieszczadach i w Sanoku, który jest nazwany Bramą Bieszczad. Okazało się, że miejscówek do odwiedzenia jest naprawdę sporo i te kilka dni to nawet za mało, żeby zobaczyć wszystko.

Dzielny Wojak Szwejk

Sanok

Sanok był naszą bazą wypadową. Położone nad rzeką San miasto, to miejsce z historią, pięknym rynkiem i pysznym jedzeniem. My jak zwykle nasze pierwsze kroki kierujemy w stronę Starego Miasta, bo wszyscy już chyba wiedzą, że uwielbiam wszelkie rynki, ryneczki, starówki, kamieniczki. No i nie zawiedliśmy się! Rynek wygląda przepięknie zarówno w dzień, jak i w nocy. Wokół zadbane kamieniczki, sporo knajp i główne atrakcje miasta - zamek, klasztor franciszkański oraz ławeczka Dzielnego Wojaka Szwejka z powieści Jaroslava Haska ( przy ulicy 3 Maja), który podobno przebywał kiedyś w mieście. Potarcie nosa ma przynieść szczęście w miłości. Ja nie tarłam, bo swoją miłość już znalazłam ;) Zaraz naprzeciwko Szwejka znajduje się piękna zabytkowa witryna sklepowa Jana Hydzika. Niestety do środka nie udało się nam wejść. Ze względu na późną porę było już zamknięte.

Stare Miasto w Sanoku
Sanok nocą

Zabytkowa Witryna


Co do restauracji i pubów zdecydowanie polecam Stary Kredens oraz Pod Zegarem, gdzie zabrali nas Magda z Mateuszem. Pierwsze miejsce jest idealne na kolację. Rewolucje przeprowadzała tu sama Magda Gessler. Wszystko świeże i smaczne. Pod Zegarem to dobre miejsce na piwo. Piwo jak piwo, ale widoki, które rozpościerają się z knajpy naprawdę godne polecenia!

Widok z knajpy "Pod Zegarem"

"Pod Zegarem"


UWAGA DLA PODRÓŻUJĄCYCH Z DZIECKIEM - Rynek w Sanoku znajduje się na wzgórzu. Najlepiej podejść wjazdem od ulicy Bony. Nie wszystkie schody mają bowiem podjazdy. Zresztą z wózkiem i tak się trzeba trochę pomęczyć, bo podejście jest dosyć strome. Dobrze, że był Kamil :D


Dla spragnionych pięknych widoków warto wspiąć się na Taras Widokowy w Parku Adama Mickiewicza, a także udać się na Taras Widokowy Słonne. Jeśli podróżujecie z dzieckiem warto wziąć na ten pierwszy nosidełko, bo podejście dosyć uciążliwe dla wózków (ale na upartego - da się). Taras Widokowy Słonne oddalony jest 15 min samochodem od Sanoka w kierunku Przemyśla. Przy samym tarasie jest parking. Z tarasu rozpościera się widok na wszystkie szczyty Bieszczad. Po prostu WOW!

Widok z Parku Mickiewicza

Park Mickiewicza, ja i Oni:)
Punkt Widokowy Słonne
Co jeszcze można robić w Sanoku? Iść do Skansenu, co będzie nie lada gratką dla małych i dużych. Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku, bo tak naprawdę nazywa się to miejsce, to drugi co do wielkości obiekt tego typu w Europie. Jak wyglądał dawniej zegarmistrz, fryzjer, czy dom nauczyciela? Przyjdźcie i się przekonajcie! Domki usługowe to pierwsza część muzeum. My trafiliśmy dodatkowo na Targ Staroci, więc można było zobaczyć i kupić jeszcze więcej niż zwykle. Druga część skansenu to domy mieszkalne i sakralne wraz z obejściem gospodarstw, roślinami, a także zwierzątkami! Te ostatnie zachwyciły przede wszystkim Jasia:) 
A co zachwyciło najbardziej mamusię? :) Proziaki - tradycyjne danie podkarpackie, które ma już 150 lat! To coś pomiędzy plackami, a bułkami, a dokładnie wyrabiane z z mąki, wody oraz sody oczyszczonej, zwanej na Podkarpaciu prozą. Serwowane z dodatkami np. z masłem niedźwiedzim lub ziołami. Pycha!












UWAGA! - Wózek STOP! najlepiej wziąć nosidełko - dużo wzniesień, a po deszczu, również błota.

Na koniec wpisu o Sanoku i okolicach, atrakcja dla dorosłych! W pobliżu Sanoka sporo jest winnic, gdzie można spróbować lokalnego wina. Ja za polskim winem nigdy nie przepadałam, ale mogę Wam polecić miejsce, w którym znajdziecie i dobre polskie wino, i piękne widoki. Jest to Winnica Widokowa, która oferuje różne rodzaje wina (w zależności od pory roku białe lub czerwone) od słodkich do wytrawnych. Można rozgościć się na tarasie  z widokiem na góry, delektować się winem i deską serów.






Opisałam dopiero Sanok, a jeszcze tyle innych miejsc chcę Wam pokazać! Stwierdziłam, że nie będę robić z wpisów argentyńskich tasiemców. Podzielę naszą wycieczkę na dwie lub trzy części. Już niebawem kolejna!


Jeżeli wpis okazał się przydatny, albo po prostu Ci się spodobał, nie wahaj się i zostaw like'a na FB/followuj na Insta/ skomentuj poniżej. Twoja reakcja na to co robię bardzo mnie ucieszy :) Dziękuję!

https://www.facebook.com/Korpopirania-blog-499040603590564/https://www.instagram.com/korpopirania_blog/

Share: